Zrób mi jakąś krzywdę – Jakub Żulczyk (2013)

Lubię ambitne historie, które w jakiś sposób łączą się z moimi doświadczeniami. Lubię też te z wdzięcznym, wymagającym językiem i niebotycznymi metaforami. Myślicie, że spodobało mi się Zrób mi jakąś krzywdę?

Po powieść Jakuba Żulczyka sięgnęłam dawno i od tamtej pory jakoś nie mam odwagi sięgnąć po kolejną, bo obawiam się rozczarowania. Początkowo wydawała mi się intrygująca. Niestety, każda kolejna strona sprawiała, że nie miałam ochoty na dalszą lekturę. Brnęłam dalej z nadzieją na jakiś punkt zapalny, w którym zacznę pochłaniać losy bohaterów pragnąc więcej i więcej. Męczyłam ją kilka miesięcy, a ostatecznie stwierdziłam, że przewinę po kilka stron, bo w innym przypadku nie dobrnę do końca.

Zachowania głównej bohaterki były trochę dziwne i to mogło podgrzewać atmosferę. Kaśka, wielka fanka gier komputerowych moim zdaniem nie miała w sobie nic, co mogłoby pociągać starszego od niej faceta. A jednak student prawa, 25-letni Dawid traci zdrowy rozsądek i zakochuje się w niej. Posuwa się wręcz do namówienia dziewczyny do ucieczki z domu. Z resztą, nie musi się nawet starać.

Tak zaczyna się ich przygoda, która ma być szalona, pociągająca, a tymczasem traci blask po kilku stronach. Do momentu wyruszenia w podróż do Sopotu jest ok. Potem to raczej zbieg okoliczności, przypadków i nie wiem, czego jeszcze, że para trzyma się razem. Dawid czuje potrzebę opiekowania się Kaśką. Zrób mi jakąś krzywdę to raczej wołanie Dawida, który w swoim zakochaniu trochę się miota. Nie mam pojęcia, komu najpierw powiedziałabym, żeby się ogarną. Postaci były szare, blade i bez niczego szczególnego. Nie dało się ich ani lubić, ani znienawidzić.

Plusem powieści Żulczyka są metafory, które wylewają się z każdego akapitu jak piwo z przewróconej butelki. No albo i minusem. Mam do nich stosunek raczej ambiwalentny. Metafory są super, ale wszystko powinno być w miarę możliwości wyważone. W pewnym momencie językowe zabiegi autora zaczynają doprowadzać do torsji. Ich dobór jest świetny, trafny, ale zwyczajnie metafora prześcigająca metaforę zaczyna drażnić. Człowiek ma wrażenie, że obraca się w świecie kogoś totalnie oderwanego od rzeczywistości. Rozumiem, że faceci myślą inaczej niż kobiety, ale nie sądzę, że jeśli już jakaś się spodoba to opisują ją milionem metafor i innych zabiegów stylistycznych.

Zrób mi jakąś krzywdę to na pewno gratka dla tych, którzy chcą wzbogacić swoje słownictwo. Niestety historia nie jest niezwykła, chociaż początek świadczył o tym, że będzie szał. Nie wykluczam, że kiedyś sięgnę jeszcze po Żulczykowe dzieła, zwłaszcza, że ostatnio namiętnie poleca mi je koleżanka z pracy. Plusem na koncie Jakuba Żulczyka jest również napisanie scenariusza do serialu Belfer. Tym wkupuje się w moje łaski na przyszłość 🙂