Zapomnij o mnie – K.N. Haner (2018)

K.N. Haner świetnie budowała napięcie między bohaterami. Każde spotkanie Marshalla i Sary było naelektryzowane do  granic możliwości. Zapomnij o mnie to bardzo smutna historia, poznajcie ją.

Cześć Kochani! Należy Wam się kilka słów wyjaśnienia odnośnie mojej ostatniej nieobecności. Zbliżają się Mikołajki i Boże Narodzenie i choć pozornie ten termin wydaje się odległy, to jednak nieuchronnie się zbliża. Staram się przygotować moją księgarnię na ten gorący okres, poświęcając jej całą moją uwagę. Nie chcę Was jednak zaniedbywać, dlatego przychodzę do Was z książkową recenzją i to zarówno w formie pisanej jak i filmowej 🙂

Zapomnij o mnie” autorstwa K.N. Haner to moja pierwsza styczność z twórczością tej autorki. Przyznam szczerze, że do sięgnięcia po tą pozycję skusiła mnie głównie okładka. No tak, wiem wiem, mówi się, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale kiedy ta jest tak magnetyzująca to… no nie powstrzymałam się. Z resztą opis z tyłu był równie zachęcający.

Historia opowiada o młodym, doświadczonym przez los mężczyźnie, który po latach w poprawczaku i z niezbyt dobrymi relacjami w rodzinie, próbuje ułożyć sobie życie w nowym mieście. Dostaje może niezbyt zaszczytną, ale stałą posadę w remizie strażackiej. Do szczęścia brakuje mu jedynie jakiegoś przytulnego kąta. Wkrótce jednak i to się zmienia, gdyż udaje mu się znaleźć stancję. Mieszkanie ma dzielić z dwójką studentów – Mattem i Sarą. Marshall nie ma jednak pojęcia, że to stanie się przyczyną jego nowych problemów.

Współlokatorka od razu wpada mu w oko, a i on nie jest dla niej obojętny. Niemniej jednak Sara jest dość specyficzną osobą i miesza głównemu bohaterowi w głowie. Spędza z nim noc, po czym następnego dnia albo jest opryskliwa, albo go unika. Takie zachowanie, w którym raz go przyciąga a innym razem odpycha, wręcz spędza mężczyźnie sen z powiek. Wkrótce okazuje się również, że Sara ma bardzo poważne kłopoty. Marshall chce jej za wszelką cenę pomóc, ale to nie będzie proste.

W międzyczasie do akcji wkracza piękna i zmysłowa Emily, która w przeciwieństwie do Sary jest szczera i otwarta. Nie owija w bawełnę i to również przyciąga Marshalla. Mężczyzna wreszcie stwierdza, że Sara to nie jego liga i już wygląda na to, że w jego życiu wszystko się ułoży, gdy stwierdza, że jednak nic nie czuje do Emily i nie może jej traktować jak pocieszenia. Z jednej strony szlachetne, a z drugiej strony… ta jasne, bo nie złamie jej serca. Faceci to są czasami tacy… prości w swoich wnioskach, że wykazują się kompletną nieznajomością kobiecej natury. Miałam ochotę go rozszarpać, serio.

K.N. Haner świetnie budowała napięcie między bohaterami. Każde spotkanie Marshalla i Sary było naelektryzowane do  granic możliwości. Nigdy nie było wiadomo co się wydarzy ze strony tej dziewczyny. Potrafiła być słodka i niewinna, a za chwilę pyskata, czasem wręcz zarozumiała. Koniec końców, biorąc pod uwagę jej trudną sytuację była po prostu zagubiona i nie potrafiła się w tym wszystkim ani odnaleźć ani nie miała jak od tego uciec. Było mi jej z jednej strony szkoda, a z drugiej zachowywała się czasem tak, jakby niespecjalnie chciała, żeby coś się w jej życiu zmieniło.

Bardzo dużą sympatię zaskarbiła sobie u mnie Emily. Jej szczerość i bezpośredniość były tak przyciągające, że nie trzeba było wiele. Wystarczyło, że Shall ją spotykał a mi od razu cieszyła się gęba, serio. Lubię takie pozytywne postaci. Emily nie dramatyzowała, nie zachowywała się jak rozchwiana emocjonalnie nastolatka. Wiedziała czego chciała od życia zarówno pod względem uczuciowym jak i pod względem zawodowym. Kiedy Shall ją zranił, nie załamała się i potrafiła podnieść się po porażce.

Kolejne postaci to oczywiście Ash i jego żona oraz mała córeczka. Ta rodzina mnie rozbrajała. Takie dopasowanie w małżeństwie, aż miło było popatrzeć na nich oczami wyobraźni. Wiecie, nie chodzi o to, że sobie spijali z dzióbków. To taka para, która rozumie się niemal w każdym aspekcie, a nawet jeśli tak nie jest to potrafią to ze sobą przegadać i ustalić jakiś wspólny konsensus. To taka para, która potrafi się dzielić obowiązkami domowymi i opieką nad dzieckiem.

No a w tym wszystkim był Shall, zagubiony ale mimo wszystko szlachetny. Odpokutował za szczeniacki wybryk, wyrzuty sumienia zżerały go nawet po wielu latach od tego co zrobił. Trzymał się dzielnie i robił wszystko, by znów nie znaleźć się na dnie.

Zapomnij o mnie to taka historia, która łamie serce. Z jednej strony chcesz komuś pomóc, wyciągnąć dłoń, którą ktoś musi tylko chwycić, by się podnieć, a z drugiej strony to nie wystarcza. Nie zawsze można komuś pomóc, po prostu nie zawsze się da, nie zawsze sytuacje są jasne, proste i klarowne. Czasami czujemy bezsilność i choćbyśmy nie wiem jak bardzo się starali to się po prostu nie da. I to jest takie boleśnie życiowe aż kraje się serce.

Szkoda mi było Sary, byłam w szoku, że zrobiła to, co zrobiła, ale może właśnie tak miało być… lepiej.

Zdjęcie: własne