Moje wspomnienia z 8-klasowej podstawówki

Moje wspomnienia z 8-klasowej podstawówki

Zaczął się wrzesień, uczniowie idą do szkół – innych niż dotychczas, bo reforma edukacji kasuje gimnazja. Mi zdarzyło się chodzić do obydwu typów szkół. Poznajcie moje wspomnienia z 8-klasowej podstawówki.

Zastanawiam się, jak to wszystko będzie wyglądać. To normalne. Kiedy poprzednia reforma zakładała powstawanie gimnazjów, również miała swoich zwolenników i przeciwników. Rodzice niepokoili się o los swoich dzieci, buntowali, że to będzie źle wyglądać. Przez lata gimnazja były brane pod lupę i uważało się, że są złe, a dzieci w nich dosłownie głupieją od hormonów buzujących w ich dojrzewających ciałach. Nauczyciele byli źli, uczniowie też nie tacy jak powinni i generalnie całe szkolnictwo powinno być wymyślone od początku. Nikt mądry się do tego nie znalazł. Koniec końców przyzwyczailiśmy się i było okej, póki politycy znów nie zaczęli przewracać świata do góry nogami. Ich mądrościom nie ma końca. Lawirują losem dzieci, które raz mają iść do szkoły jako sześciolatki, innym razem jako siedmiolatki. Lawirują losem dzieci, które mają iść do gimnazjum, albo do podstawówki. Szukają sposobów na to, jak zreformować nasze szkolnictwo, ale jakoś nie bardzo im to wychodzi. Cóż, chyba nikt nie wpadł na to, by skorzystać z rozwiązań od lat stosowanych za granicą.

Podstawówka

Tak się składa, że kiedy zaczęłam moją przygodę z podstawówką, obowiązywał jeszcze system 8-klasowy. Chodziłam do szkoły na wsi. Małej szkoły, w której do jednej klasy uczęszczało po 7-10 osób. Wszyscy się znali i lubili, konflikty nie istniały. To był tak wspaniały czas, że serce ściska mi ze wzruszenia. Klasę sprzątaliśmy sami. Małe 7-letnie dzieci! Myliśmy okna, podłogi, odkurzaliśmy, podlewaliśmy kwiaty. Dziś byłoby to nie do pomyślenia, a my chcieliśmy zrobić niespodziankę naszej wychowawczyni. Potrafiliśmy się zorganizować. Dbaliśmy o salę lekcyjną jak o własny dom. Czekając na autobus rozwożący nas do domów, siadaliśmy wszyscy na korytarzu i graliśmy z Bingo i piliśmy słodką herbatę nalewaną z ogromnego żelaznego garnka. Był też stół do ping-ponga, przy którym grali starsi i młodsi. Nie mieliśmy biblioteki szkolnej. W jednej z klas stały regały z książkami, a jedna z pań nauczycielek prowadziła ewidencję wypożyczanych książek. Wtedy 7 i 8-klasiści byli dla mnie tacy poważni, dorośli. Chciałam im dorównać, zwłaszcza, że nigdy żadne dziecko z młodszej klasy nie doznało od nich żadnej krzywdy czy obelgi. Traktowali nas jak młodsze rodzeństwo, rozmawiali z nami i bawili się, pomimo, że mieli już swój „prawie dorosły” świat.

Później przeniosłam się do miasta, do szkoły, w której uczniowie nie znali się już tak dobrze. Na piętrze uczyły się starsze klasy i młodszym nie można było tam wchodzić. Swego czasu była nawet zamykana krata, żeby młodsi nie wchodzili na górę, by nikomu nie stała się krzywda. Nie rozumiałam tego, że jesteśmy odizolowani. Na siłę zrobiono ze starszych jakieś potwory, albo może takich wielce poważnych młodych ludzi, którym nie można przeszkadzać. To było bardzo smutne.

Gimnazjum

Później nastały czasy gimnazjum. Byłam bodajże drugim rocznikiem, który szedł do tego rodzaju szkoły. Z zasady starsi urzędowali na górze, a młodsi na dole. Zmieniło się właściwie tylko to, że po testach na koniec szóstej klasy, trzeba było wybrać czy pozostaje się w tej samej szkole, czy przepisuje się do innej. Kiedyś to tez wyglądało inaczej, bardziej zwracało się uwagę na to, by uczyć się blisko domu, a nie na drugim końcu miasta. Ja zostałam w tej samej szkole, ale już nie byłam w tej samej klasie. Uczniów wymieszano, ale nie wiem, czym się kierowano. Nazwiskiem? Pozycją społeczną? Wynikami testów? Wiem tylko, że poza tym i zmianą przedmiotów z przyrody na: biologię, chemię, fizykę i geografię, niewiele się zmieniło. Nie było wielkiego strachu. Gimnazjum nie było dla mnie wielką rewolucją, po prostu dojrzewałam jak każda nastolatka, starałam się znaleźć swoją drogę i zrozumieć, co chcę robić w przyszłości. Myślę, że gdybym chodziła do 8-klasowej podstawówki, byłoby tak samo.

Jesteśmy tylko ludźmi i nie ma znaczenia czy chodzimy do 8-klasowej podstawówki czy do gimnazjum. Hormony podczas dojrzewania będą buzować i szkoła nie ma tu nic do rzeczy. Czy nowa podstawówka sprawi, że dzieci będą bardziej przygotowane do życia? To się okaże. Bardzo chciałabym, żeby dzieci uczono czegoś pożytecznego, a nie tylko zakuwania po nocach.

Drodzy uczniowie, nie bójcie się 🙂

Zdjęcie: rawpixel.com na pexels.com