Westworld sezon 2 (2018)

To co twórcy nawyczyniali w pierwszym sezonie było mega, ale Westworld istnieje dalej i oto przed Wami recenzja drugiego sezonu. Myślicie, że wszystko zostało jak dawniej? Oj nie, sporo się pozmieniało.

Kiedy w pierwszym sezonie hosty z Westworld ni stąd ni zowąd zaczęły się psuć, nikt nie spodziewał się, że nie da się naprawić pogłębiających się usterek. Próbowali, zgarniali hosty z pustyń i prerii, zatrzymywali ich funkcje i zmieniali parametry. Wszystko na próżno, zwłaszcza, gdy roboty zaczęły orientować się, że tak właściwie to mają kilka osobowości i niejedną przeszłość.

Dolores zaczyna przypominać sobie rozmowy ze swoim twórcą, Maeve orientuje się, że niegdyś miała córeczkę, a teraz jest kurtyzaną i nie bardzo wie jak do tego doszło, Indianinowi odebrano ukochaną. Takich smutnych historii jest na pęczki. Przecież hosty miały być pozbawione uczuć w takim rozumieniu, żeby mogły je żywić z własnej woli. Nie dały się kontrolować, wymusiły we własnym systemie zmiany, które sprawiły, że ich dni zaczęły się od siebie różnić. Hosty zaczęły również odkrywać takie cechy osobowości, których wcześniej nie dostrzegały, bo odtwarzanie w kółko tych samych ról zwyczajnie nie wymagało od nich większego zaangażowania ponad to, co było w nich zaprogramowane.

Westworld staje się niebezpiecznym światem ponieważ hosty pałają rządzą zemsty na tych, którzy odebrali im wolną wolę, rodziny, przyjaciół, prawdziwe życie. To już nawet nie kwestia starzenia się lecz nabierania nowych doświadczeń została im odebrana. Wiadomo, że w domyśle chodziło o kwestie bezpieczeństwa gości, ale nie zmienia to faktu, że to zwyczajnie okrutne.

W Westworld dzieją się rzeczy pełne okrucieństwa, choć teraz jest to rozlew krwi. Ludzie chcą opanować sytuację, która z ich perspektywy wygląda jak prawdziwa katastrofa. Jeśli dopuszczą do tego, by hosty opuściły Westworld i wdarły się do ludzkiego świata, ludzi może czekać prawdziwa zagłada. W związku z tym mamy tu pokazane dwa obozy – rządne zemsty ale i pełne nadziei hosty oraz krążący po omacku ludzie, którzy usiłują jakoś naprawić sytuację. Do Westworld nie wpuszczają już ludzi, nie ma sielanki i mordowania hostów jak popadnie.

Nadal toczona jest dość osobliwa gra, której uczestnikiem jest Mężczyzna w Czerni. W tym sezonie dokładnie dowiemy się kim jest, jaka jest jego przeszłość i co kieruje jego działaniami na terenie parku. Dr Robert Ford choć nie żyje, nadal bawi się z bohaterami w kotka i myszkę, to podsuwając im pod nos rozwiązania, to odbierając je bez ostrzeżenia.

Drugi sezon jest naprawdę wyśmienity, to prawdziwa gratka dla tych, którzy lubią zarówno filmy science-fiction i akcji. Nie można się tutaj nudzić, ale podczas seansu trzeba brać pod uwagę w szczególności fakt, że trzeba się bardzo skoncentrować zatem wskazane jest wyspanie i świeżość umysłu. Pojawiają się nowe postaci, które sporo wniosą do fabuły, a także pokażą zarówno piękno jak i szpetotę ludzkiego umysłu.

W końcu trzeba być wielkim, by wymyślić na żywo taki sztuczny świat, a z drugiej strony trzeba być bardzo wyrafinowanym i podłym, by nie myśleć o tym, że hosty także mogą czuć ból, samotność, tęsknotę.

Czy muszę tu mówić o grze aktorskiej? Oczywiście! Choć rozpływałam się przy pierwszym sezonie – w drugim umiejętności aktorskie wystrzeliły o kilka leveli do góry. Skąd taki wniosek? Po pierwsze Mężczyzna w Czerni grany przez Ed’a Harrisa, musiał zaprojektować swoją postać na podstawie jednej z postaci z przeszłości. Wyszedł z tego mejstersztyk, naprawdę. No a poza tym jego relacje z innymi postaciami,które wpłynęły na to, jak zachowywał się w Westworld i co chciał osiągnąć… super.

Evan Rachel Wood z niewinnej i słodkiej Dolores zamieniła się wręcz w tyrana. Potrafiła rządzić, rozkazywać i mścić się bez skrupułów. Urzekająca za to była Maeve, w którą wcieliła się Thandie Newton. Jej miłość do córki była tak ogromna, że wrażliwym widzom nie raz łezka zakręci się w oku. Dużą rolę odgrywa także Bernard, w którego rolę wcielił się Jeffrey Wright. Twórcy pokusili się o pokazanie jak bardzo go zmanipulowano, by uwierzył w to, że jest człowiekiem.

Ja jestem zwolenniczką robienia jak największej ilości rzeczy samodzielnie, bez wspomagania przez sztuczną inteligencję. A Wy chcielibyście, żeby roboty zastępowały ludzi?

Zdjęcie: Telemagazyn