The Frankenstein Chronicles sezon 1 (2015)

Nigdy nie oglądałam Frankensteina, bo uważałam, że jest to film dość straszny i nieprzyjemny. Za namową M skusiłam się na seans serialu Netflixa pt. The Frankenstein Chronicles, by nieco zmienić swój pogląd na temat tej postaci.

Jeśli chodzi o postać Frankensteina, jestem prawdziwą ignorantką. Wiecie, że cały czas myślałam, że potwór ma tak na imię, a nie jego stwórca? Dopiero seans serialu, chociaż nie opowiada stricte o Frankensteinie, uświadomił mi, że byłam w błędzie. Okazało się, że to całkiem ciekawa historia. No właśnie, więc o czym opowiada serial?

Mary Shelley wywołała swoją powieścią ogromne oburzenie. Postać Frankensteina, jako współczesnego Prometeusza budziła strach, obrzydzenie, konsternację. Wierząca ludność nie mogła uwierzyć, że ktoś popełnił, choćby słowem, takie świętokradztwo, by wskrzeszać umarłych. To byłoby sprzeniewierzenie się Bogu, zerwanie z nim wszelkich więzi. Powieść Shelley to wojna ze Stwórcą, bunt przed tym, że tylko on może decydować o życiu i śmierci człowieka. Jest to również próba wykradnięcia tajemnicy życia, by móc zatrzymać przy sobie najbliższych. Zabawa w stwórcę musiałaby mieć jednak swoje straszne konsekwencje. W serialu mowa jest między innymi o tym jak wstrząsające były sztuki teatralne powstające na podstawie powieści autorstwa Mary Shelley.

Tymczasem w XIX-wiecznym Londynie dochodzi do makabrycznego odkrycia. Z rzeki wypływa ciało dziewczynki, choć nie można stwierdzić tego z całą pewnością. Każdy członek dziecka został przyszyty chirurgicznym szwem. Wkrótce okazuje się, że każda część pochodzi od kogoś innego. Już sam ten fakt budzi obrzydzenie. Kto mógłby być takim zwyrodnialcem, by poćwiartować małe, ledwie kilkuletnie dzieci i połączyć je w całość w rożnych konfiguracjach? Zagadkę ciała ma rozwiązać komisarz John Marlott. Mężczyzna poszukuje porywaczy dzieci, rzuca światło na przestępstwa jednego z chirurgów, a przy okazji sam pada ofiarą paskudnego syfilisu.

Akcja The Frankenstein Chronicles dzieje się w ponurych czasach, gdzie biedni musieli ciężko pracować na straganach, dzieci narażone były na częste porwania i rzadko zdarzało się, by kogoś to interesowało. Serial opowiada też o pracy chirurgów tamtejszych czasów, a przede wszystkim o tym, jak walczono o to, by do badań nie wykorzystywano ciał zmarłych biedaków. XIX-wieczny Londyn był wręcz kolebką złodziei ciał. Uważano, że osoba zmarła nie jest niczyją własnością, a im „świeższe ciało”, tym więcej dawano za nie pieniędzy. To było ohydne, ale jednak prawdziwe i zasmucające.

Wierzący w Boga buntowali się, ponieważ uważano, że takie praktyki pozbawiają człowieka łaski bożej po śmierci. Innych to jednak nie obchodziło i liczył się czysty zysk. Brak szacunku do drugiego człowieka był widoczny nie tylko za życia, ale również po śmierci. Wystarczy wziąć pod uwagę choćby postać Billy’ego, który porywał dzieci, zmuszał je do kradzieży, w zamian za pozorną ochronę, a także zmuszał je do prostytucji.

Nie chcę spoilerować Wam, co spotkało Johna Marlotta, ale zaręczam, że nic przyjemnego. Odkrycie związku między zmarłym dzieckiem z rzeki, porywaczami dzieci i chirurgami okazało się przełomowe. Dużo ciekawsze jest połączenie zbrodni z fikcyjna postacią Frankensteina. To co dzieje się w kilku odcinkach pierwszego sezonu potrafi zaszokować, obrzydzić i zaciekawić. W końcu uważa się, że Frankenstein jest niemal protoplastą dzieł z kategorii science fiction.

W głównej mierze do obejrzenia The Frankenstein Chronicles zachęcił mnie Sean Bean, którego bardzo lubię. Nie zdarzyło się, żeby jakaś rola tego aktora nie przypadła mi do gustu. Miałam nadzieję, że pomoże mi on w odczarowaniu mojego złego nastawienia do Frankensteina. Nie myliłam się, bo serial naprawdę warty jest uwagi. Zagrał naprawdę świetnie. Jego postać była zarówno szlachetna i czuła, jak i silna i nieprzejednana. W serialu pojawiły się też nowe postaci, których nie kojarzę z innych produkcji.

Spośród nowych, nieznanych mi aktorów wyróżnić trzeba przeuroczego Richie’ego Campbell’a w roli Nightingale’a. Jego nieuwaga była momentami zabawna, a lojalność naprawdę godna podziwu. Nic też dziwnego, że w ostateczności postąpił tak, jak postąpił, gdy zginęła jego ukochana. Moim zdaniem na wyróżnienie zasługuje też Robbie Gee w roli Billy’ego. Był autentycznie straszny i nikt nie chciałby wpaść w jego łapy. Najbardziej tajemniczą postacią okazał się za to Ed Stoppard wcielający się w postać Sir Daniela Harvey’a. Tego aktora znam już z Templariuszy i powiem szczerze, że jestem ciekawa także innych produkcji z jego udziałem, bo gra całkiem nieźle.

The Frankenstein Chronicles to serial warty uwagi, a pierwszy sezon szybko przeminął. Nieco zakosztowaliśmy już drugiego sezonu i powiem, że umieram z ciekawości, co będzie dalej! A Wy znacie postać Frankensteina? Co myślicie o ożywianiu zmarłych?

Zdjęcie: Syfy.com