The End of the F***ing World sezon 1 (2017)

Lubię zakręcone filmy, ale The End of the F***ing World był naprawdę pogmatwany. Ciekawa koncepcja, barwne postaci główne i dużo czarnego humoru.

Nie jestem fanką tego typu produkcji, gdzie wszyscy patrzą na świat w czarnych barwach, a ci, którzy są bardziej pozytywni uznawani są za wariatów. Życie nie jest proste i nikt nie mówił, że będzie łatwo przez nie przejść bez uszczerbku na zdrowiu, ale no bez przesady. Rozumiem jednak koncepcję serialu i muszę przyznać, że dałam się wciągnąć, chociaż nie do końca.

Główne postaci to nastolatki. On, James, nie jest nadzwyczaj przystojny a w dodatku myśli tylko o tym, żeby kogoś zabić. Dotychczas zabijał zwierzęta i nie czuł przy tym niczego. Prawdopodobnie uważał, że zabijając człowieka coś się zmieni, poczuje strach, złość, obrzydzenie, cokolwiek. Niestety tak łatwo nie było, bo na jego drodze stanęła Allysa. James postanawia ją zabić, a okoliczności są sprzyjające, bo Alyssa zaczyna coraz częściej się z nim zadawać.

Alyssa to dość niezwykła dziewczyna, pochodząca z dziwnej rodziny. Matka ma ją gdzieś i zajmuje się jedynie nowymi dziećmi i nowym mężem. Allysa jest pozostawiona sama sobie, znienawidzona przez ojczyma, porzucona przez ojca i olana przez matkę. Pyskata smarkula, buntowniczka, której nie odpowiadają zachowania rówieśników, stwierdza, że jedynie James w tym całym rozgardiaszu jest w miarę normalny.

Ta dwójka jest dla siebie stworzona. Oboje są dziwni, ale też oboje w pewien sposób doświadczeni przez los w negatywny sposób. Moim zdaniem nie są to bohaterowie godni podziwu ani tym bardziej naśladowania. To zagubione dzieciaki i mimo czarnego humoru, z serialu The End of the F***ing World,  przebija naga prawda o tym, jak świat dorosłych rożni się od świata nastolatków.

Rodzice tej dwójki nie widzą, że dzieci są dziwne, wyizolowane zarówno od rodziny jak i od rówieśników, nie widzą, że też potrzebują zainteresowania. Ojciec kupuje Jamesowi nóż, bo chłopak tak chciał, a już mało obchodziło go, po co jest mu to narzędzie potrzebne. Matka nie widzi, że jej nowy partner ma jej córkę za nic. Ojciec Allysy to takie duże dziecko, które życiowo nie radzi sobie z niczym.

Ucieczka z domu to hipotetycznie najlepsze rozwiązanie, ale wszystko zaczyna się komplikować, kiedy fetysz Jamesa znajduje ujście. Wtedy okazuje się, że wyzwolenie spod pieczy rodziców niesie za sobą nieodwracalne konsekwencje. Ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości, depczącym im po piętach, jest jednocześnie ekscytująca i przykra, bo ostatecznie nie tak to wszystko miało wyglądać.

Jeśli miałabym porównać ten serial do innej produkcji, to chodzi mi po głowie serial Skins. The End of the F***ing World jest jednak bogatszy w czarny humor. Niestety serial skończył się w takim momencie, w którym nie powinien się kończyć. To była krótka opowieść o dwójce nietypowych nastolatków i powinna być zakończona, bo nie widzę pomysłu na drugi sezon.

Aktorzy zagrali dobrze, scenografia była całkiem okej, ale chociaż osadzono serial w realnym świecie i czasach to jednak był oderwany od rzeczywistości. Nie da się poczuć żadnej większej, głębszej więzi z bohaterami. Ich zachowania są na tyle wyolbrzymione, że nie wydają się prawdopodobne. Serial można obejrzeć, ale nie jest on tak zachwycający jak mógłby być.

Zdjęcie: Szczere Recenzje