The Crown 2 (2017)

Nie mam zielonego pojęcia jak to się stało, że do tej pory nie zrecenzowałam dla Was drugiego sezonu przecudownego serialu The Crown. Śpieszę do Was z nadrabianiem zaległości.

Kiedy oglądaliśmy pierwszy sezon okrzyczanego The Crown, nie ulegało wątpliwościom, że to będzie prawdziwy hit. Mówię to bez cienia wątpliwości, że to jedna z lepszych produkcji opartych na faktach jakie widziałam. Zadbano o drobne szczegóły, gra aktorska jest na najwyższym poziomie. Dopieszczono każdy kadr by widzowie mogli przenieść się do Wielkiej Brytanii, do królewskich komnat pełnych tajemnic, których dotychczas nie znaliśmy. Większości pewnie i tak nie poznamy, ale nie ulega dyskusji, że ludzie są ciekawi życia innych ludzi, stąd też chętnie podglądamy życie najsłynniejszej monarchini.

Królowa Elżbieta musi stawić czoła kolejnym wyzwaniom jakie stawiają przed nią nowe czasy. To jednak wydaje się być mniejszym problemem, bo znacznie większe kłopoty mają miejsce wewnątrz rodziny królewskiej. Windsorowie są obserwowani przez swoich podwładnych. Muszą świecić przykładem, nie mogą się w niczym pomylić ani potknąć ponieważ są dla wielu inspiracją. Brytyjczycy nie mają prawa obalenia rządzącej osoby w demokratycznych wyborach, dlatego rządzący muszą dać się poznać z jak najlepszej strony. W związku z tym zarówno Królowa Elżbieta jak i jej mąż Książę Filip udają się w dalekie podróże, by zaskarbić sobie cudzą sympatię.

Tylko przestają czuć sympatię do siebie.

Kiedy ich małżeństwo przestaje być małżeństwem, a zmienia się w układ ponieważ reprezentują wyższą sferę? Kiedy ich miłość blaknie w obliczu wymagań państwa? W zasadzie szkoda mi małżeństwa Królowej Elżbiety i Księcia Filipa. Choć jak wiadomo są małżeństwem do dziś, to w ich życiu nastąpił pewien kryzys. Myślę, że w pewnym momencie życia Królowa Elżbieta zafiksowała się na swoje obowiązki względem państwa, zapominając przy tym, że jest żoną, matką, córką, siostrą.

Książę Filip też jej tego nie ułatwiał. Pozostawał w cieniu swojej żony i cierpiała na tym jego męska duma oraz ambicje. Fakt, mógł się czuć odtrącony, ale że przez to niejako odegrał się na najstarszym synu było smutne i okrutne. Chociaż nie przepadam za Księciem Karolem, to oglądając drugi sezon serialu, szczerze mu współczułam. W końcu nie każdy jest gruboskórny i odporny. Książę Filip sporo w życiu przeszedł, ale to nie usprawiedliwia go w oczach dziecka.

Muszę przyznać, że w drugim sezonie bardzo podobała mi się księżniczka Małgorzata. Co prawda w jej sercu jeszcze tkwiła zadra po niespełnionej miłości, ale jej nowy obiekt westchnień, to zupełnie inna liga. Co prawda tym razem też musiała trochę powalczyć, ale… ciekawa jestem jak to będzie wyglądać w kolejnym sezonie.

No właśnie, strasznie nie mogę się doczekać trzeciego sezonu. Wy też? Podobno spora część obsady się zmieni, zwłaszcza główne role przejmą inni aktorzy. Trochę się tego boję, bo dotychczasowa obsada świetnie sobie radziła. Trzymam jednak kciuki i z niecierpliwością czekam na premierę.

Zdjęcie: Netflix