Stranger Things sezon 2 (2017)

Stranger Things sezon 2 (2017)

Kiedy wymyśli się coś niesamowitego, ciężko jest później przebić własny pomysł. Czy twórcy drugiego sezonu serialu Stranger Things sprostali zadaniu?

Stranger Things to zdecydowanie jeden z najlepszych seriali zeszłego roku. Fabuła, aktorzy, umiejscowienie akcji w małym miasteczku, w którym pozornie nic się nie dzieje. Ciężko jest przebić coś, co było tak dobre.

W serialu spotykamy znanych już bohaterów, którzy zmienili się od czasów znamiennych wydarzeń z pierwszego sezonu. Choć nadal są to mali chłopcy, to już jednak starsi, bardziej dojrzali. Rozglądają się za dziewczynami, w paczce pojawia się rywalizacja, niezrozumienie, sprzeczki. Drugi sezon, mimo swojego paranormalnego wydźwięku, zwraca szczególną uwagę na relacje między dorastającymi nastolatkami, na ich problemy, poczucie własnej wartości.

Pojawia się też kilkoro nowych bohaterów, m.in. Maxine, rudowłosa dziewczynka zupełnie nowa w miejscowej szkole. Max jest sceptycznie nastawiona do tego, co wygadują chłopcy. Jest niedowiarkiem, ale gdy staje w obliczu niebezpieczeństwa, potrafi zachować zimną krew. Jej przeciwieństwem jest jej narwany przyrodni brat Billy, który lubi utrudniać ludziom życie. Do obsady dołączył również Sean Astin znany z roli Sama z Władcy Pierścieni. Tym razem zagrał partnera Joyce Byers, który poświęcił się dla sprawy.

Przez pierwszą połowę serialu twórcy przybliżają nam sylwetki bohaterów. Mike tęskni za Jedenastką, próbuje się z nią skontaktować, a ona… wcale nie zniknęła, jak mógłby sugerować koniec pierwszego sezonu. To było chyba największe zaskoczenie, a jednocześnie mila perspektywa, bo tą dziewczynkę naprawdę się lubi. Twórcy skupili się też na jej przeszłości, na nauce świata, którego nie miała okazji poznać będąc w laboratorium. Max boryka się z rodzinnymi problemami, Dustin szuka akceptacji, Lucas się zakochuje, a Will wraca do tego, co było. Znów widzi alternatywę, drugą stronę, a to co w niej zobaczył napawa go paraliżującym strachem. To już nie dema gorgon na niego poluje, ale coś o wiele większego, bardziej mrocznego. Niebezpieczny, ogromny cień, który sięga swymi korzeniami daleko i zamierza opanować całe miasto. Tylko Will, jego przyjaciele i rodzina mogą zapanować nad stworami wychodzącymi z otchłani.

Pierwszy sezon Stranger Things wywoływał ciarki, był nieprzewidywalny i mroczny, ale to co pojawia się w drugim sezonie przebija wszystko. Fabuła to jest prawdziwy geniusz, zwłaszcza motyw z demogorgonami. Tym razem możemy obserwować ich rozwój, a w pewnym momencie nawet się nad nimi rozczulić. W końcu to takie urocze, że demogorgon może zjeść batona. Chociaż jest to rozczulająca chwila, widzimy jak są one dzikie i niebezpieczne. Nie można się z nimi spoufalać. Gorszy jest jednak Mind Flayer, w dowolnym tłumaczeniu łowca umysłów. Jest przerażający, groźny, mroczny, a kiedy opanowuje ciało małego Will’a, jest niemal pewne, że chłopak umrze.

Stranger Things to genialne połączenie naszego świata z drugą, mroczną stroną. Twórcy podkręcili klimat i chociaż nie zaserwowali czegoś spektakularnego, to jednak zastosowali kilka nowych, zaskakujących rozwiązań i zeszli w głębszą otchłań pełną strachu.

To kto już się skusił na obejrzenie drugiego sezonu? 🙂

Zdjęcie: Syfy.com

Zapisz

Zapisz