Pozwól mi zostać – Tijan Meyer

Przyczyny samobójstwa są różne, a my często myślimy, że osoba która odbiera sobie życie jest prześladowana przez innych ludzi, niechciana, samotna. A jeśli jest inaczej? Pozwól mi zostać to zupełnie inna niż dotychczas powieść Tijan, która daje do myślenia.

Po powieść Tijan sięgnęłam za namową stałej klientki Szopa Książkowego. Skoro czytałam 13 powodów oraz oglądałam serial o tym samym tytule i temat samobójstw wydaje mi się ciekawy, było oczywiste, że Tijan znajdzie się na mojej liście czytelniczego must have.

Główną bohaterką powieści jest nastoletnia Mackenzie, dziewczyna której świat rozpadł się na milion maleńkich kawałków. Jedyne ukojenie znajduje w łóżku Ryan’a w zupełnie nieerotycznym tego znaczeniu. Mackenzie jest nawiedzana przez ducha tudzież wyobrażenie swojej zmarłej siostry bliźniaczki. Jedynie w łóżku kolegi z klasy jest w stanie choć na moment oderwać się od tych wizji. Ryan rozumie z czym boryka się Mackenzie, ponieważ sam kilka lat wcześniej stracił najlepszego przyjaciela. Podzielając jej traumę, potrafił jako jedyny do niej dotrzeć.

Rodzina dziewczyny zaczyna się rozpadać. Jej rodzice nie mogą pogodzić się ze śmiercią Willow. Unikają również drugiej, żyjącej bliźniaczki, ponieważ jest ona wierną kopią ich zmarłego dziecka. Jest to dla nich ciężka sytuacja, ponieważ martwią się o nią, a jednocześnie nie potrafią dać jej tego, czego oczekuje. Każdy próbuje poradzić sobie z tą sytuacją na swój sposób, jednak sprawia to, że rodzina zamiast się scalić, zaczyna się od siebie oddalać.

Spodziewałam się, że będzie to typowe studium przypadku osoby, która popełniła samobójstwo. Dochodzenie, co, gdzie, kiedy, dlaczego. Rozdrapywanie ran. Tymczasem ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że nikt w tej powieści nadmiernie nie dociekał dlaczego Willow postanowiła odebrać sobie życie. W Pozwól mi zostać Tijan postawiła na pokazanie tego jak radzić sobie ze stratą bliskiej osoby.

Każdy kogoś traci. Śmierć wpisana jest w życie, jest jego elementem i chociaż bardzo chcemy jej uniknąć, czeka ona każdego człowieka. Możemy przedłużyć sobie życie dbając o zdrowie, ale jednak od tego nie uciekniemy. Możesz stracić sąsiadkę, psa, koleżankę ze szkoły, ulubionego nauczyciela, dziadków, rodziców, rodzeństwo. Nie wyobrażasz sobie tego, ale to nadchodzi.

I trzeba sobie z tym jakoś poradzić

W zależności od tego kim umierająca osoba była dla Ciebie i jak bliskie łączyły Cię z nią relacje, prędzej czy później musisz po prostu ruszyć dalej. To wiele kosztuje, jest bardzo trudne, ale dzień za dniem da się oswoić ból. Z czasem da się uśmiechać. W rodzinie Mackenzie również nie było łatwo. Żałoba po Willow wdarła się do domu i rozpanoszyła do tego stopnia, że każdy zaczął żyć własnym życiem i na swój sposób poradzić sobie z tym, co się stało.

Nie mam zielonego pojęcia, jak trudna musi być utrata dziecka. Nie mam pojęcia jak wiele musi kosztować utrata siostry. To okropna tragedia i szczerze mówiąc nie dziwi mnie to, że rodziny rozpadają się w takich okolicznościach, choć komuś z zewnątrz łatwo jest powiedzieć, że w trudnych chwilach przecież trzeba się trzymać razem. To wszystko pięknie wygląda w teorii, ale z praktyką jest dużo gorzej.

Najsmutniejsze jest jednak to, że wielu ludzi potrafi być na tyle głupich i nietaktownych, by wykorzystać czyjąś śmierć, czyjąś stratę przeciwko innej osobie. Żeby jej dokopać, żeby ją zniszczyć i złamać. To straszne co dzieje się z ludźmi w dzisiejszych czasach. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego ludzie wolą sobie docinać, zamiast obdarowywać się ciepłem i miłością. Nie mówię żeby od razu kochać wszystkich na prawo i lewo, ale mimo wszystko. Po prostu wystarczy być miłym.

Autorka nie pozostawia jednak bez śladu samobójstwa Willow. Ona i jej siostra Mackenzie zostają przedstawione jako przeciwieństwa. Willow jest wygadana, odważna, pełna werwy i można być pewnym, że w życiu osiągnie sukces. Mackenzie jest inna, to samotniczka, nieśmiała, skryta dziewczyna, rodzina nie pokrywa w niej wielkiej nadziei. Wydaje się, że osoby przebojowe mają w życiu łatwiej i nic nie wskazuje na to, że cokolwiek może pójść nie tak. Nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że presja społeczna może przerosnąć możliwości człowieka.

Mackenzie musi odkryć siebie jako jednostkę, nie jako kopię swojej siostry. Zostaje sama, nie może już chować się w cieniu tej bardziej otwartej i odważnej Willow, w którą wszyscy byli zapatrzeni i z którą wszyscy wiązali nadzieje. W tym wszystkim, co działo się w książce padło ważne określenie względem Mackenzie. Rodzeństwo nazywało ją kotwicą, ponieważ uważali ją za jedyną normalną osobę, która jest po prostu sobą, bez specjalnych uzdolnień i wymagań.

Tijan pokazuje, że mimo wszystko można być silnym. Można się podnieść, można walczyć. Wystarczy odrobina dobroci. Wystarczy czyjaś pomocna dłoń.

Pozwól mi zostać

To wołanie o pomoc, o bliskość, o zrozumienie. To apel do wszystkich zmagających się ze śmiercią bliskiej osoby. Każdy ma prawo do żałoby i do odbywania jej w taki sposób, jaki uważa się za stosowny. Tylko pamiętajcie, żeby w takich chwilach nie odrzucać  pomocy.

Zdjęcie: własne