Początek wszystkiego – Robyn Schneider (2017)

Początek wszystkiego – Robyn Schneider (2017)

Wystarczy impuls, by rozpocząć coś nowego i nieznanego. Początek wszystkiego, nadanie życiu kursu na zmiany może okazać się niesamowitą przygodą.

Ezra jest szkolnym królem. Przystojny, wysportowany, jest gwiazdą, ma piękną dziewczynę. Złoty chłopiec z niego, dopóki los nie postanawia sobie z niego zakpić. W jednej chwili całe życie młodego chłopaka ulega drastycznej zmianie. Nic nie jest już takie samo jak kiedyś. Plany, marzenia, osiągnięcia runęły w gruzach. Nie ma nawet nadziei na to, że ten stan kiedykolwiek ulegnie poprawie. Ezra nie może się z tym pogodzić, ale także nie walczy o atencję ze strony swoich przyjaciół.

Cassidy jest zupełnym przeciwieństwem Ezry. Można by określić ją mianem hipsterki, chociaż to jedynie pozory. Pod skorupką wygadanej, wiecznie ironizującej nastolatki kryje się wrażliwa dziewczyna, skrywająca pewną tajemnicę. Cassidy w przeciwieństwie do Ezry jest na swój sposób szalona, potrafi czerpać z życia każdy drobiazg, jakby doświadczenia przywierały do jej skóry jak balsam. Bywa denerwująca, ale jest na swój sposób słodka.

Widzicie, w życiu jest tak, że pojawiają się wielkie rewolucje, obroty o 180 stopni i często przypisujemy je pojawieniu się jakiejś znaczącej osoby. Zakochujemy się i nasze życie się zmienia, tracimy kogoś i nasze życie się zmienia, zmieniamy pracę, przeprowadzamy się i nasze życie ulega zmianie. Ezra ulega wypadkowi, a znajomi, na których wsparcie liczył nie znajdują dla niego czasu. Dziewczyna znajduje sobie inny obiekt zainteresowania. W ten sposób łatwo popaść w depresję. Pomocną dłoń wyciąga do niego przyjaciel z dzieciństwa. Dzięki niemu Ezra poznaje innych rówieśników ze szkoły, którzy dotychczas stanowili dla niego obiekt kpin lub traktował ich jak duchy.

Przez większość powieści ulegamy urokowi bohaterów, zarówno głównych jak i drugoplanowych.  Od pewnego momentu brakuje jednak dynamizmu. Brakowało mi werwy w tym co działo się, zanim Ezra poznał prawdę. Szkoda, że Cassidy postąpiła w tak smutny sposób, ale poniekąd jej postępowanie jest słuszne. Książka ma w sobie coś, co wręcz kłuje. Po jej zakończeniu czułam się pusta w środku, nie mogłam się pozbierać. Uświadomiłam sobie, że faktycznie często pewne rewolucje przypisujemy jakiejś osobie, a tak naprawdę to my nieświadomie stawiamy krok do przodu, a potem kolejny i kolejny i wychodzimy z naszej strefy komfortu, by zaczerpnąć powietrza. Początek wszystkiego, może być bardzo blisko. To od nas zależy, co przyniesie i jak potoczą się losy.

Debiut literacki Robyn Schneider, chociaż mógłby być trochę lepszy, należy z pewnością do lekkich i przyjemnych. Autorka idzie w dobrym kierunki i jej kolejne dzieła mogą być lepsze.

Kto czytał? Co byście zrobili na miejscu Cassidy?

Zdjęcia: własne