Oszczędzanie jest ważne – poznaj moją historię :)

Oszczędzanie jest ważne, to nie ulega wątpliwościom. Poznajcie moją historię. Jak to było z moim oszczędzaniem? Kiedy zaczęłam? Czy warto?

Życie stawia przed nami wiele wyzwań. Ciągle narzekamy jak jest nam źle i jak nie mamy pieniędzy. W szkole nie uczą nas oszczędzania, w domu także ten temat jest pomijany. Stajemy się w ten sposób marudami, którzy zamiast zastanowić się nad tym, co zrobić, żeby zaoszczędzić, potrafimy myśleć tylko o tym, że zarabiamy mało.

Myślę, że większość z nas zgodzi się z tym, że średnia krajowa to kwota wyssana z palca. Biorąc pod uwagę stopę bezrobocia, zatrudnienie jedynie na słabo płatnych stażach bądź umowy za najniższą krajową, nie możemy do takiej sytuacji podchodzić optymistycznie. Bądźmy szczerzy, ale jeśli założymy taką sytuację, że młoda kobieta rodzi dziecko i pozostaje bez pracy nie z lenistwa tylko dlatego, że jej nie ma z różnych powodów, rodzina utrzymuje się z pensji ojca zarabiającego najniższą krajową – ciężko jest tu mówić o oszczędzaniu. To jest raczej walka o przetrwanie. Możemy mnożyć przykłady i narzekać, ale dzisiaj nie o tym.

Nie jestem mistrzem oszczędzania, ale staram się nad tym pracować. Opowiem wam o tym skąd się to u mnie wzięło. Zdaję sobie sprawę z tego, że przeglądając Internet, oglądając reklamy, jesteśmy kuszeni różnymi produktami i czasami naprawdę ciężko sobie odmówić. Ale trzeba… uwierzcie, że to dla waszego własnego lepszego życia 🙂 Poza tym mam wrażenie, że jesteśmy trochę jak pan z reklamy o oszczędzaniu na emeryturę. Niby by odłożył, ale odkłada to w czasie 🙂 Nie myślimy o tym, co będzie za rok czy dwa, a już o tym co będzie gdy będziemy starzy nie myślimy wcale. Może jednak warto… U mnie przygoda z oszczędzaniem zaczęła się tak…

Kilka lat temu, kiedy byłam nastolatką, nie zarabiałam własnych pieniędzy. Mogłam jedynie liczyć na kieszonkowe od rodziców. W moim małym mieście trudno było znaleźć pracę dla osoby niepełnoletniej, więc trzeba było jakoś sobie radzić. Pamiętam, że jeśli naprawdę chciałam mieć jakąś rzecz, sama składałam na nią pieniążki do skarbonki. Wiadomo, w większości były to jakieś ciuchy, jak to u dziewczyny. W moim przypadku były to również książki. Jedną z największych rzeczy, na które nazbierałam sobie kasę jako nastolatka była gitara.

Moi rodzice zawsze wychodzili z założenia, że finansowo będą mi pomagać, ale muszę się uczyć, bo nauka pozwoli mi mieć wykształcenie i lepsze życie. Właśnie dlatego będąc na licencjacie, wybrałam dwie specjalności i miałam czas wypełniony od rana do wieczora zajęciami na uczelni. To uniemożliwiało mi podjęcie pracy zarobkowej, ale zarabiałam mózgiem, jeśli tak to można ująć. Udało mi się zdobyć stypendium naukowe. Dzięki temu udało mi się kupić laptopa, bo stary komputer zdecydowanie odmawiał posłuszeństwa. Zdarzyło mi się, że cały rozdział licencjatu po prostu zniknął i był nie do odzyskania, bo komputer sfiksował. Drukarka już dawno zapomniała lata świetności więc i ją trzeba było wymienić. Jednym ze sposobów na oszczędzanie, było również kupowanie biletu miesięcznego, ponieważ od poniedziałku do piątku często korzystałam z komunikacji miejskiej i każdorazowe kupno biletu kosztowałoby mnie fortunę.

Studia licencjackie chyliły się ku końcowi, a ja bardzo chciałam kontynuować naukę. Na początku podjęłam pracę w jednym ze słynnych hipermarketów. Praca nie była zła, ale z racji tego, że była to praca poprzez firmę zlecającą, miałam okazję pracować tylko w weekendy. Zarobki były naprawdę małe i na studia bym nie zarobiła. Właśnie dlatego musiałam wyjechać za pracą, a po powrocie do domu natychmiast zajęłam się szukaniem pracy, co wcale nie było łatwe dla osoby bez doświadczenia. Po długich poszukiwaniach wylądowałam w firmie na tzw. „słuchawce”, ale to zajęcie kompletnie do mnie nie przemawiało. Nie czułam tego, a po jednym dniu bolała mnie głowa, szczęka i nie miałam ochoty do nikogo się odzywać. Dopiero na stażu w księgarni odnalazłam swoje miejsce.

W każdym z tych momentów życia towarzyszyło mi oszczędzanie. Obserwowanie jak kwota na koncie powoli rośnie, było naprawdę świetnym uczuciem. Wiedziałam, że nie robię tego na darmo. Co prawda marzenia, na które zbierałam, dopiero niedawno przybrały konkretną formę, ale jednak było warto.

Przyznaję, że w oszczędzaniu w dużej mierze pomogli mi rodzice. Mieszkając z nimi, nie musiałam płacić czynszu za wynajem ani wielkich rachunków. Dokładam się ile mogę, robię zakupy żywieniowe, ale wiem, że rodzice z głodu nie dadzą mi zginąć 🙂

Oszczędzanie jest ważne, nawet jeśli nie macie sprecyzowanych placów, co zrobicie z pieniążkami, które zbieracie. Aktualnie zbieram drobniaki do słoiczka. Przez jakiś czas zbierałam je bez szczególnego celu, a cel wyklarował się niedawno. Wesele 🙂

Jak jest z waszym oszczędzaniem? Uważacie, że oszczędzanie jest ważne? Zbieracie na coś pieniążki czy dajecie się ponieść spontaniczności i tracicie nawet całe wypłaty?

Zdjęcie: Skitterphoto by pexels.com