Notatnik Śmierci – Death Note (2017)

Notatnik Śmierci – Death Note (2017)

Notatnik Śmierci wpada w ręce nastolatka, który zgorzkniały po śmierci matki chce wymierzyć przestępcom sprawiedliwość. Nawet tworzy boga, któremu cześć oddają wszyscy ludzie na świecie.

Light jest zwykłym nastolatkiem. A może i nie, w końcu stracił matkę, jego ojciec wydaje się być niezbyt zaangażowany w sprawę, a ponadto chłopak jest źle traktowany przez szkolnych kolegów. Rozgoryczony Light szuka ukojenia w pisaniu na lewo prac domowych dla swoich rówieśników, dzięki czemu może zarobić trochę pieniędzy na własne potrzeby. Właściwie nie do końca wiadomo, jak to się dzieje, że w ręce chłopaka wpada Notatnik Śmierci. Zwykły notes z zapisanymi regułami, dzięki którym Light może pozbyć się wszystkich swoich wrogów i nieprzyjaciół. Początkowo ma to być jedna zbrodnia. Wydaje się, że chłopak nie ulegnie namowom stwora, który pojawia się wraz z notatnikiem. Chęć odwetu jest w nim jednak silniejsza.

Towarzystwa nastolatkowi zaczyna dotrzymywać urocza koleżanka, Mia. To ona w większej części niż Ryuk, namawia Light’a do wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z tego, w jakie kłopoty wciąga przyjaciela, a Light wpatrzony w nią, mógłby zrobić wszystko, co powie.

Notatnik Śmierci przyciągnął mnie przede wszystkim zwiastunem, który wydawał się intrygujący i cały film w efekcie taki był. Oczywiście fabuła zakrawa o fantastykę, w końcu taka historia nie mogła wydarzyć się naprawdę. Tak sobie myślę, że niejedna osoba chciałaby być właścicielem Notatnika Śmierci, nie tylko po to, żeby wymierzyć sprawiedliwość w lokalnej społeczności, ale też na całym świecie. Patrząc na patologie i zbrodnie, długopis pewnie nie nadążałby za myślami. Całe szczęście, że nie ma czegoś takiego, bo to by było kompletne szaleństwo. A gdyby taki Ryuk chrypiał za plecami, że to przecież nic strasznego. Brrrr!

Film jak na produkcję Netflixa, był całkiem krwisty i co trzeba przyznać z niezłymi efektami. Już samo stworzenie Ryuka wymagało operowania wysokimi umiejętnościami graficznymi. Trzeba przyznać, że ta postać wyszła znakomicie, a głos Willem’a Dafoe dopełnił przerażającego obrazu stwora z zaświatów. Poza tym świetnie wyglądała pierwsza zbrodnia, bardzo realistyczna. Faktycznie był efekt wow. Wielkie brawa za scenę na diabelskim młynie, ale też za intrygę na samym końcu.

Młodzi aktorzy wpisali się na piątkę z plusem. Muszę przyznać, że ostatnio bardzo przypadają mi do gustu filmy i seriale z aktorami młodego pokolenia, bo widać po nich duże starania, by wybić się w tej branży. Film warty uwagi, choćby dlatego, by przekonać się, jakie konsekwencje wiążą się z szastaniem życiem.

Zdjęcie: IMBD

Zapisz