Mumia – The Mummy (2017)

Mumia – The Mummy (2017)

Starożytny Egipt, kolebka cywilizacji, powinien nas zaskakiwać w każdej formie. Sądziłam, że film Mumia wzbogaci moją wiedzę, ale sromotnie się zawiodłam.

Starożytny Egipt powinien nas onieśmielać a każda związana z nim nowinka zapierać dech w piersiach i wywoływać efekt wow. O ile w filmie Mumia scenografia jest efektowna to jednak akcja filmu i jego fabuła zawodzą.

Żołnierz Nick spędza noc z archeolog Jenny i tak ich losy splatają się w poszukiwaniu grobowca starożytnej księżniczki. Nawet nie zdają sobie sprawy z tego, na co wpłynęli ani jakie będą konsekwencje ich postępowania. Ludzka ciekawość i chęć badania przeszłości są jednak silniejsze od zdrowego rozsądku, który podpowiada, by trzymać się od tej sprawy z daleka. Nick bezwiednie szuka tytułowej mumii, dowiadując się przy okazji kim naprawdę była Ahmanet. Starożytna księżniczka zawarła pakt z Bogiem Śmierci. To ciekawe co powodowało Nickiem, rozdartym między klątwą, a Jenny.

Film Mumia jest pozbawiony emocji. Postać Ahmanet jako jedyna wyróżnia się charakterem oraz przeszłością, która zatrzymuje widza przed ekranem. W ostatecznym rozrachunku, to co działo się w zamierzchłych czasach, nie odgrywa znaczącej roli w całym filmie. Skupiamy się bowiem na tym, co jest tu i teraz. Obudzona Ahmanet szuka mężczyzny, w którego ciele mogłaby umieścić Boga Śmierci, by żyć z nim i rządzić po wsze czasy. Towarzyszą jej rozbudzone mumie, które zachowują się i wyglądają jak zombie. Skojarzyło mi się to nawet z Inferiusami z serii o Harrym Potterze. Psuje to cały efekt, wygląda groteskowo i nie jest w stanie wywołać ciarek na plecach.

Akcja filmu nie porywa, jest przewidywalna. Nie ma ani z czego się pośmiać, ani czym się zachwycić, by powiedzieć, że film był naprawdę świetny. No nie był. Był mdły, nijaki, pusty. Nie wywołał żadnych emocji. Duża reklama filmu i zwiastun zachęcają, ale gdy przyjdzie co do czego, to jedynie gra aktorska Toma Cruze’a jest warta poświęcenia mu uwagi. Szkoda, że Russell Crowe pojawiał się na ekranie ledwie kilka razy i jego postać była poboczna. Mógłby wnieść do produkcji coś ciekawego. Jedyne, na co miałam ochotę w trakcie seansu to rzucenie go, ale stwierdziłam, że może akurat coś z niego wyniosę. Sromotnie się zawiodłam. Szkoda, bo film miał naprawdę spory potencjał i dobrych aktorów. Efekty specjalne przynoszą sukces gdy idą w parze z dobrą fabułą.

Zakończenie filmu poniekąd może świadczyć o tym, że pojawi się kolejna część. Z jednej strony jest zamknięte, a z drugiej kilka kwestii nie zostało wyjaśnionych i być może twórcy znów sięgną po ten materiał, by go w jakiś sposób dopełnić. Nawet, jeśli tak się stanie, mam nadzieję, że tym razem wysilą się trochę bardziej.

Oglądaliście film Mumia? Cokolwiek Was w nim zaintrygowało czy nudziliście się tak jak ja?

Zdjęcie: Spider’s Web

Zapisz

Zapisz



  • Tak to jest, gdy za produkcję zabiera się „Hollywood”, przede wszystkim efekty specjalne i kasa ze sprzedaży biletów. 😉

    • Angelika | myikultura.pl

      A szkoda, bo to mógł być naprawdę dobry film 🙂