Morderstwo w Orient Expressie – Murder on the Orient Express (2017)

Morderstwo w Orient Expressie to film, przez który oszaleli fani prozy Agathy Christie. Nie sposób nie obejrzeć tego klasyka kryminału w nowej odsłonie.

Po Morderstwo w Orient Expressie sięgnęliśmy, ponieważ zachęciło nas wszystko – Christie, plakat, obsada aktorska. Wszystko grało jak w zegarku i kusiło jak cukierki na wystawie w sklepie. Z wielką niecierpliwością wyczekiwaliśmy seansu. W końcu jak tu nie czekać, kiedy na ekranie ma się pokazać sama aktorska śmietanka! Kenneth Branagh pokazał się w roli nie tylko reżysera, ale również głównej postaci i… tu zaczęły się schody. Nie wiem jak wy, ale ja mam dość ambiwalentny stosunek do takich zabiegów, gdzie reżyser odgrywa również główną postać. Szala przechyla się wręcz w stronę „JESTEM NA NIE”. Dlaczego? Zawiodłam się chociażby na serialu The OA, gdzie przypadek był taki sam. Takie produkcje może nie są spisane na straty, ale na pewno nie zachwycą. Widocznie nie można robić dwóch rzeczy na raz i zrobić je perfekcyjnie. Są one skazane na przeciętność, a szkoda.

Morderstwo w Orient Expressie ma nas przenieść do czasów, które nie są nam znane. Czy znacie jakiś pociąg kursujący przez całą Europę? Orient Express niczym Express Polarny mknie przez pola, lasy, pustkowia, aż wreszcie niczym Titanica powala go śnieg. Pociąg wykoleja się, a pasażerowie są skazani na czekanie. Mają wszystko – ciepło, wygodę, jedzenie, a w dodatku to sama śmietanka towarzyska, więc na dobrą sprawę nie mogą się sobą nudzić i powinni znaleźć wspólne tematy do rozmów. Pewnie by tak było, gdyby nie pewne makabryczne odkrycie. W jednym z przedziałów zostaje znaleziony jeden z pasażerów. Martwy.

Podejrzenie pada na wszystkich, a zagadkę ma rozwikłać słynny detektyw Hercules Poirot. Mądry, dociekliwy mężczyzna, któremu niestety zabrakło oczekiwanej nutki cynizmu, próbuje znaleźć winnego pośród niewinnych. No cóż, przecież nikt się nie przyzna, pozornie nikt też nie miał bezpośredniego motywu. Okazuje się, że zamordowany mężczyzna sam był mordercą, którego wszyscy potępiali. Zabił dziecko, a to zbrodnia gorsza niż wszystkie inne. Czy ktoś zabił go w odwecie? Wszystko na to wskazywało, że zbrodnia była dobrze zaplanowana. Denat został uśpiony, a następnie zadźgany. Uhhh!

Morderstwo w Orient Expressie to film o dobrej fabule, z dobrymi aktorami, ale zabrakło w nim tego, co przyciągać powinno. Poirot wydawał się taki bez polotu. Gdzie w nim charakter? Niemniej faktycznie jego umiłowanie porządku zostało zachowane. I tyle, bo niestety Kenneth Branagh nieszczególnie popisał się w swojej roli. Śmietanka aktorska chyba nieco się zważyła i film zamiast robić wrażenie, zaciekawiać, trzymać w napięciu, nie wnosi niczego nowego, jest raczej nudny i usypiający.

Scenografia wykonana dość szczegółowo, to trzeba przyznać, że świetnie oddano całą magię dawnych czasów pod tym względem. Kostiumy genialne, miło było popatrzeć. Szkoda tylko, że Poirot miał wąsy raczej doczepiane niż wyhodowane 🙂 Przynajmniej tak to wygląda z mojej perspektywy. Cóż, chyba jednak ten film okazał się nie spełniać moich oczekiwań. Dla porównania przymierzę się do obejrzenia starszych produkcji z detektywem Poirotem.

Kogoś z Was Morderstwo w Orient Expressie uśpiło tak bardzo jak mnie? A może Was ten film zachwycił? Dajcie znać w komentarzach 🙂

Zdjęcie: Okiem Krytyka