Luther sezon 4 i 5 czyli o tym, że czasem lepiej skończyć

Nic nie może wiecznie trwać, a seriale bywają takie, że im dalej w las, tym lepiej szybciej zakończyć seans. Bardzo lubię serial Luther. Odpowiednie napięcie, klimat, kryminalny nastrój. Ale chyba już tego wystarczy.

Pamiętam jak w minione lato zaczęliśmy oglądać serial Luther i na maksa się wciągnęliśmy. Czarnoskóry gliniarz, nawet bardziej detektyw rozwiązywał sprawy, których nikt nie mógł zrozumieć. Analityczny umysł, choć z pewnością nie poradziłby sobie bez pomocy swoich sprytnych podwładnych. Myślę nawet z perspektywy czasu, że gdyby nie np. Justin, Luther wcale nie byłby taki dobry. Koniec końców to poniekąd jego osoba przyczyniła się do wielu tragedii.

Wszyscy są przeciwko niemu. Luther kontra świat – dosłownie. Zawsze znajdzie się ktoś w pracy, kto rzuci mu kłody pod nogi, albo jakiś bandzior uznaje, że Luther jest zagrożeniem i czyha na jego życie. I tak w kółko. Miałam nadzieję, że 5 sezon serialu przyniesie jakiś powiew świeżości, że coś się zmieni w życiu zawodowym lub osobistym detektywa. Tymczasem Luther wciąż ma ten sam problem o imieniu Alice.

W poprzednich sezonach ta postać była urzekająca. Intrygowała swoją osobą, a w ostatnim sezonie pokazała, że jest nieodpowiedzialną, mającą wszystko w poważaniu siksą. W sensie rozwojowym nie wiekowym. Wciąż była wobec Luthera roszczeniowa, jakby on coś jej obiecał, podczas gdy nie łączyło ich nic poza kilkoma wspólnie spędzonymi dniami. Do tej pory domagała się atencji, jednak nie była uciążliwa. W sezonie 5 Alice stała się wręcz irytująca i czekałam aż wreszcie zniknie z ekranu. W przeciwieństwie do Alice, Luther ma zasady moralne, których się trzyma i nie potrafi pozwolić na to, by ludzie ginęli, podczas gdy Alice by się nie zawahała.

Mimo całej otoczki stworzonej w serialu, groźnym i trzymającym w napięciu zbrodniom, zniknął gdzieś ten odpowiedni czar. Idris Elba nie pociąga jak na początku. Stał się zgorzkniałym gliną, któremu świat posypał się na głowę i radości nie przynosi mu kompletnie nic. Snuje się jak cień człowieka, ucieka od przeszłości jednocześnie w niej tkwiąc.

Lubię. Ale szczerze mówiąc Luther zaczyna się ciągnąć i twórcy powinni pomyśleć o tym, by zakończyć męki detektywa.

Lubicie Idrisa Elbę? Co sądzicie o tym aktorze? Powinien nadal grać detektywa czy zejść ze sceny?

Zdjęcie: Screenrant