Jesteś moim zawsze – M. Leighton (2017)

Człowiek szuka miłości, zrozumienia, kogoś, kto będzie szedł z nim przez życie ramię w ramię. Jesteś moim zawsze to podróż pełna szczęścia przemieszanego z cierpieniem.

Sięgając po Jesteś moim zawsze, byłam przekonana, że to jakiś ckliwy młodzieżowy romans z happyendem, którego w tamtej chwili potrzebowałam. Byłam bardzo zaskoczona, gdy już po kilku stronach lektury dowiedziałam się, że bohaterami opowieści są ludzie po czterdziestce. Biorąc pod uwagę staż ich małżeństwa i to, przez co przeszli, wiek był wręcz kluczowy.

Lena i Nate planują wakacje życia. On rzucił pracę, by móc zabrać ukochaną do Europy, gdzie przez kilka miesięcy mieli oddawać się wszelkim przyjemnościom. Po powrocie miała czekać na nich trudna i niestety nierówna walka. Chcieli cieszyć się sobą, zanim nadejdzie ostateczność. Dowiadujemy się, że Lena jest chora na nowotwór i zostało jej niewiele czasu, dlatego każdą chwilę, jaka została jej w pełnej świadomości i bez bólu, chce wykorzystać maksymalnie. Pod maską uśmiechu, stara się ukryć przed mężem swoje obawy i strach.

Podczas podróży stan zdrowia Leny pogarsza się, pojawiają się nudności i wymioty. Wystraszeni małżonkowie nie wiedzą, czy będą mogli kontynuować swoją przygodę. Tymczasem Lena wiedziona intuicją sięga po test ciążowy. Okazuje się, że w tych najgorszych chwilach Bóg obdarował ich największym szczęściem. Wieloletnie starania o dziecko nie przynosiły skutku, tymczasem kiedy Lena zmagała się z chorobą, prócz smutku przyszło do nich również ogromne szczęście.

Rozpoczyna się walka z czasem i z ciałem, które coraz bardziej poddaje się chorobie. Lena coraz częściej zapomina, zamyka się w swoim świecie. Nie zmienia to jednak faktu, jak bardzo kocha swoją nienarodzoną córeczkę. Zdaje sobie sprawę z tego, że owoc ich miłości będzie dla Nate’a jedyną pamiątką, gdy ona odejdzie.

Ciężko jest patrzeć oczami wyobraźni na to, jak choroba odbiera Lenie wszystko. Mimo to jest dzielna. Ona się nie uskarża, nie marudzi, nie narzeka. Nadal jest tą samą Leną: ciepłą, przyjazną, czułą, nieco zwariowaną. Kiedy widzę jak Nate na nią patrzy, jak wiele wysiłku wkłada w to, by nie rozpłakać się przy żonie, by nie pokazać, jaki jest słaby, jak bardzo cierpi wiedząc, że nie może jej pomóc, podziwiam go. I płaczę razem z nim, gdy Lena tego nie widzi.

Jesteś moim zawsze posiada takich bohaterów, z którymi natychmiast się zżywasz. Widzisz ich obok siebie, jesteś obecna w ich domu. To, jaką czułością obdarzają się na każdym kroku jest przepiękne. Mimo wielu lat u swojego boku, nie są przykładem małżeństwa, które zjadła rutyna. Nadal się kochają, nadal widzą swoje piękno pomimo wad. Cały czas potrafią mówić sobie miłe słowa, komplementować się. Chciałabym kiedyś mieć tak cudowny związek. Nie to, że nie mam, ale wiecie o co chodzi.

Żebyśmy dostrzegali w sobie nawzajem to, co najpiękniejsze, nawet po wielu wspólnie spędzonych latach.

Motyw świetlików, które Lena łapała jako dziecko jest piękny. Słoik pełen świetlików to metafora szczęścia, chwil, czasu. Książka pełna cudów, ciepła, cierpienia, pojednania, pokory. Wzruszyła mnie do głębi, uświadomiła, jak ważne jest pielęgnowanie uczucia do drugiej osoby. Jesteś moim zawsze to także historia pojednania z Bogiem i oddania mu pod opiekę wszystkiego, co najcenniejsze. Zawierzenie mu w trudnych chwilach, nawet, jeśli wcześniej się w niego nie wierzyło. Polecam ją Wam obiema rękami. Tu nie chodzi tylko o raka, ale o uczucie i warto zaczerpnąć inspiracji do życia i walki.

Zdjęcie: własne