Jedwabne rękawiczki – Renata Kosin (2018)

Sięgając po książkę Renaty Kosin pt. Jedwabne rękawiczki, spodziewałam się wspaniałej opowieści o rodzinnych sekretach. Czy autorka poprowadziła nas w głąb mrocznych tajemnic rodziny Kossackich?

Szczerze przyznam, że do lektury Jedwabnych rękawiczek zachęciła mnie okładka oraz opis. Miałam szczerą nadzieję na przeczytanie wciągającej rodzinnej sagi, pełnej tajemnic i ich rozwiązywania. Dawno nie czytałam tego typu książki, dlatego w duchu liczyłam na piękną, pełną ciepła historię, którą będę przeżywać wraz z bohaterami.

Laura, główna bohaterka, nie znosi staroci, a poza tym jest wielką wielbicielką porządku. Wręcz gloryfikuje poukładane przedmioty i jest w stanie zauważyć każdą najmniejszą skazę. Dziwnym jest więc, że z swoja odrazą do wszystkiego, co wiekowe, mieszka w starej kamienicy. Nie to jednak okazuje się głównym motywem tej powieści. Laura ma szczęśliwą rodzinę, męża i dwie cudowne córki, ale także ulubioną ciotkę i problemy z matką. Laura w młodości chorowała na raka, cudem uszła z życiem, a jej matka nie potrafiła okazać jej wystarczającego wsparcia i miłości, o co teraz córka ma do niej żal. Kobieta zdecydowanie woli kontakt z ciotką Heleną, do której wybiera się przy okazji załatwiania spraw związanych ze sprzedażą rodzinnego domu.

Laura dowiaduj się, że w rodzinnym domu znajdował się schowek, w którym ukryte były stare księgi Żydowskie, które w dużym stpniu dotyczyły kabały. Ponieważ Laura w młodości bardzo interesowała się swoimi rodzinnymi korzeniami, jest tematem bardzo zainteresowana. Przypomina jej się również list, który niegdyś przyszedł do nich z Francji. Podobno jakaś rodzina próbowała nawiązać z nimi kontakt. Po latach Laura decyduje się na zaskakujący krok i wylatuje do Francji, by poznać rodzinne tajemnice, wbrew rozsądkowi i ostrzeżeniom ciotki Heleny.

W tym momencie książka, chociaż początkowo fascynująca, zaczyna schodzić na dość dziwne i niebezpieczne tory. Byłam pewna, że dowiem się o Żydach czegoś, czego do tej pory nie wiedziałam, że coś mnie zaskoczy, zdezorientuj, przejmie. Spodziewałam się, że będę dzięki tej książce przekopywać Internet w celu poszerzenia swojej wiedzy. Niestety trochę się rozczarowałam.

Jeśli wiem, że czytam książkę z podtekstem religijnym czy o sekcie i jest to nakreślone od początku, to wiem, na co mam się mentalnie przygotować. To trochę jak w czytaniu Czarnej Madonny, gdzie Remigiusz Mróz nawiązał do egzorcyzmów czy jak w przypadku Sekty z Wyspy Mgieł, gdzie było od początku wiadomo, że będą się działy rzeczy dziwne i niepokojące. W przypadku Jedwabnych Rękawiczek, ku mojej rozpaczy, wątek mistyczny pojawił się ni z gruszki ni z pietruszki i mnie zniechęcił do dalszej lektury.

Atmosfera zaczynała się robić gęsta. Więcej było przegadania niż akcji. Podobał mi się wątek starych lalek, który ostatecznie nie okazał się jakiś niesamowity. Szkoda, bo wyobraziłam sobie te laleczki prawie jak z horroru. Czytając miałam takie wrażenie, jakby za plecami siedziała mi taka trupioblada lalka. Brrr! Niestety cała reszta była po prostu nudna. Laura zachowywała się momentami jak niezrównoważona psychicznie. Borykała się bardziej z żalem do matki niż z wielką traumą, ciągle wracała do tematów, które w sumie nie miały znaczenia dla tej historii. Kiedy znalazła się we Francji, wcale nie było lepiej. Postać Amelie była bezbarwna, nie miała w sobie ikry. Jedyną postacią, której losy chciało się śledzić była ciotka Helena. Nawet Josephine była lepsza od Laury, chociaż autorka nadała jej takich cech wyglądu, że odniosłam wrażenie, że chyba nigdy nie widziała starszej, umierającej osoby.

Wkurzającym faktem było to, że Laura czuła się taka samotna, porzucona i ogólnie rzecz biorąc poszkodowana, a przez całą powieść można policzyć na palcach jednej ręki ile razy kontaktowała się z mężem, by poszukać u niego wsparcia i ciepłego słowa. Podobno tak bardzo była z nim związana, a nie dzieliła się z nim żadną informacją.

Reasumując, książka pt. Jedwabne Rękawiczki to dobre czytadło, niezła historia, którą warto przeczytać ale trzeba traktować ją z dużym przymrużeniem oka. Połączenie rzeczywistości z afirmacja życia, kabalistycznymi obrzędami i przeszłością mnie osobiście nie zainteresowało.

Czytaliście książki o podobnej tematyce? Może są takie, które mnie zachęcą? 🙂

Zdjęcie: własne