Inferno (2016)

Uwielbiam filmy z Tomem Hanksem. Jest świetnym aktorem i naprawdę podziwiam jego dokonania na srebrnym ekranie. Gdy do tego dochodzi jeszcze proza Dana Browna, to ja już całkowicie przepadam. Tylko czy w obliczu Inferno byłam tak samo zachwycona?

Czytałam powieści Dana Browna i przyznam się bez bicia, że to jedne z moich ulubionych. Lubię ten klimat trzymających w napięciu zagadek. Poza tym te wszystkie opisy nie tylko akcji, ale tez dzieł sztuki zawsze przyprawiały mnie o zawrót głowy. Dzięki profesorowi Langdonowi pokochałam Paryż i moim największym marzeniem stało się zwiedzenie Luwru. Wciąż niespełnionym, ale kto wie, co przyniesie los 🙂

Sięgając po Inferno niestety sromotnie się zawiodłam. Okej, zacznijmy od jasnych stron. Akcja dynamiczna, do tego wizje profesora, które nie wiadomo skąd się wzięły i już zaczyna robić się ciekawie. Tutaj zaczyna nam się także jawić główny wątek, bo majaczą nam wizje szalenie przypominające piekło z powieści Dantego. Ludzie z odwróconymi głowami, maski noszone podczas zarazy, krew, płomienie i szpecące ciało bąble. To wszystko wygląda naprawdę przerażająco i ohydnie, zwłaszcza w krótkich przebłyskach. Z opresji ratuje Langdona śliczna pani doktor Sienna, która od dzieciństwa była zachwycona osiągnięciami słynnego profesora. Kiedy Robert zaczyna drążyć, jakim cudem znalazł się w szpitalu we Florencji i co oznaczają jego dziwne wizje i zawartość kieszeni, przestaje być już tak dobrze, jak się zapowiadało. Langdon wpada na trop dziwnego człowieka, Zobrista.

Zobrist przed popełnieniem samobójstwa wyznawał filozofię, w której twierdził, że przeludnienie jest główną przyczyną wszelkich nieszczęść na naszej planecie. Stworzył zatem wirusa, zwanego także Inferno, by zarazić nim w ciągu kilku dni wszystkich ludzi i tym samym zredukować populację. Zobrist uważał, że cierpienie wyzwoli w ludziach chęć do walki i będzie dla nas wręcz zbawienne i oczyszczające. Miał przy tym wielu zwolenników, którzy ścigają Langdona chcąc się go pozbyć.

Profesor Langdon jak na profesjonalistę w swojej branży przystało, z mistrzowską precyzją rozwiązuje zagadki jedna po drugiej. Ostateczna bitwa o wirus trzyma w napięciu, a Langdon musi walczyć nie tylko z nim, ale także z własnym sercem i rozsądkiem.

Zasmucił mnie jednak fakt, że i książka i film poruszyły taką tematykę, której jest na pęczki w różnych formach w rożnych produkcjach. Z wyjątkiem połączenia profesji Roberta Langdona, nie poczułam się niczym zachwycona ani zaskoczona. Ta kwestia nie ma żadnego usprawiedliwienia. Po prostu ten temat dla mnie jest przejedzony. Sytuację uratował Tom Hanks cudowny sam w sobie i dzieła we Florencji, które chętnie zobaczyłabym na własne oczy. Doktor Sienna był super, chociaż to było trochę podejrzane, że od razu wzięła Langdona pod swoją opiekę i tyle o nim wiedziała. W zasadzie to trochę szkoda, że okazała się tą złą. Była w zasadzie całkiem urocza, ale za to zaskoczył mnie wątek (nie)związku Langdona z panią dyrektor WHO.

Inferno jest dla nie filmem średnim i pośród wszystkich w serii zdecydowanie najnudniejszym. Potencjał był duży, a wirus rozprzestrzenił się na niekorzyść. Szkoda. Ale i tak uwielbiam Toma Hanksa, ha!

Zdjęcie: ign.com

 

  • Maria

    Bardzo się cieszę, że do Ciebie trafiłam 🙂 Czuję, że mamy podobny gust, więc z chęcią poczytam co masz do powiedzenia. Co do Inferno to nie oglądałam (moim skromnym zdaniem każda ekranizacja Browna, delikatnie mówiąc nie powalała), książkę przeczytałam. W ogólnym rozrachunku była super, ale chwilami musiałam się bardzo zmuszać, żeby dalej czytać. Jednak rzadko porzucam zajęcie, które podjęłam, więc dalej czytałam.

    • Angelika | myikultura.pl

      Cześć, witaj! 🙂 Ciesze się, że jesteś 🙂

      Czytałaś już może „Początek”? Jestem ciekawa czy jest lepsza czy gorsza na tle pozostałych dzieł Dana Browna 😉

      • Maria

        Nie, nie czytałam. Ostatnio zwolniłam na rzecz pisania własnej książki czyt. bloga (czyli czegoś czemu do książki daleko 😉 ) Chcesz do mnie wpaść? Zapraszam 🙂

        • Angelika | myikultura.pl

          Bardzo chętnie 😀 No to fakt, że czasem ciężko jest pogodzić czytanie z pisaniem, ale na szczęście tylko czasem 😛