Harry Potter i Komnata Tajemnic – Harry Potter and the Chamber of Secrets (2002)

Domowy skrzat usiłuje powstrzymać Harry’ego przed powrotem do Hogwartu. Komnata Tajemnic została otwarta i nikt nie jest bezpieczny.

Mam ogromny sentyment do drugiego filmu o przygodach Harry’ego Pottera. Dlaczego? Przez dość długi czas, była to jedyna część, którą miałam. Przede wszystkim zapałałam miłością do Nory czyli rodzinnego domu Weasley’ów. To chyba jedno z najwspanialszych magicznych miejsc jakie stworzyła J.K. Rowling. To już druga odsłona cyklu jesienno-potterowego i już czuję nadciągającą falę sentymentu.

Nora była domem powykrzywianym i starym, dla mnie stanowi symbol rodzinnego ciepła i miłości.

Ale zacznijmy od początku. Zanim Harry dostał się do domu swojego przyjaciela, nie dostał od niego ani jednego listu. Tak przynajmniej myślał, dopóki w jego pokoju nie pojawił się Zgredek, domowy skrzat. Zgredek łamiąc zasady, chciał ostrzec chłopca, by pod żadnym pozorem nie wracał do Hogwartu. Harry jednak uparcie twierdzi, że Hogwart jest jego prawdziwym domem i nie zgadza się na pozostanie w domu wujostwa. Ostatecznie Harry zostaje uwięziony w pokoju, a z odsieczą przybywają Ron, Fred i George.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Harry nie wróci do Hogwartu. Peron 9 i 3/4 zostaje zamknięty, a potem niemal zgniata go bijąca wierzba rosnąca na błoniach Hogwartu. Harry jednak mimo wszystko cieszy się, że jest już w szkole. W końcu gdzie mogłoby być bezpieczniej? Podczas odbywania jednego ze szlabanów z nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią, Harry zaczyna słyszeć tajemniczy głos, który prowadzi go wprost do mrożącego krew w żyłach napisu.

Komnata Tajemnic została otwarta. Strzeżcie się wrogowie dziedzica.

Czym jest owa komnata? Podobno czyha w niej okropne zło, które zamieścił weń rozeźlony na pozostałych założycieli Hogwartu, Salazar Slytherin. Sam napis to jednak nie wszystko. Przy nim znajduje się spetryfikowana kotka woźnego. Jest to pierwsza ofiara, których z czasem przybywa. Dziedzic podobno czyha na szlamy czyli uczniów pochodzących z mugolskich rodzin. W szkole nie jest bezpiecznie i nawet szczególne środki ostrożności nie zdają się na nic, gdy potwór porywa jedną z uczennic.

Bardzo lubię scenę, w której profesor McGonagall opowiada o Komnacie Tajemnic. Widać wówczas jak nauczyciele Hogwartu są przerażeni. Mają do czynienia z prawdziwym złem i nawet nie wiedzą w jakiej postaci, nie mają pojęcia jak przygotować się na atak ani gdzie dokładnie znajduje się wejście do owej Komnaty. Jak zawsze główne skrzypce gra tu Harry, którego kłopoty silnie się trzymają. Swoją drogą bardzo podobało mi się również ważenie Eliksiru Wielosokowego w łazience dziewcząt. W końcu Hermiona, taka zawsze grzeczna i posłuszna, złamała zasady dla swoich przyjaciół i dla poznania prawdy.

Najbardziej ujmującą dla mnie sceną był płacz Fawkesa. W ogóle czyż feniks to nie piękny ptak? Mnie podoba się niemal równie bardzo jak sowy 🙂 Ale! Nie mogę zapomnieć o Zgredku, który moje serducho podbił. Jego mina, gdy w starym pamiętniku odkrył skarpetkę dającą mu wolność było… no to było coś wspaniałego. Zaskoczenie, zachwyt i radość w najczystszej postaci. Jego wdzięczność wypisana na twarzy to coś pięknego.

No dobrze, ale przejdźmy do postaci, która tajemniczo przekradła się do Hogwartu. Mowa oczywiście o Tomie. Riddle to wspomnienie, które ożyło poprzez zatruwanie umysłu małej, naiwnej i nieco samotnej dziewczynki. Zakradł się tak blisko, by móc śledzić Pottera, bezwzględnie poświęcił niewinną osobę. Zasadniczo szkoda, że w późniejszych częściach nie odniesiono się do tego, czy znajomość z Riddlem pozostawiła w Ginny jakiś trwały, mroczny ślad.

A wy którą scenę z Komnaty Tajemnic lubicie najbardziej? 🙂

Zdjęcie: Małomicki Ośrodek Kultury