Agnieszka Chylińska – Forever Child (2016)

Agnieszka Chylińska – Forever Child (2016)

Tak esencjonalnej płyty jak Forever Child Agnieszki Chylińskiej nie słyszałam już dawno. Na jednym krążku umieszczono paletę emocji, w których zdecydowanie króluje rozpacz.

Emocje to obszar, który chcielibyśmy bezwzględnie kontrolować, by nikt nie mógł wyprowadzić nas z równowagi, ale to nie jest proste. Ludzie mają tendencję do poświęcania się dla tych, których kochają: dla rodziców, męża/żony, dla dzieci. Mają tendencję do cierpienia w imię większego dobra, poświęcając siebie, swoje serce, które zostaje zjedzone bez skrupułów.

Wydawałoby się, że Agnieszka Chylińska to kobieta twarda, bezkompromisowa. Rockowy pazur, który pokazywała fanom za czasów O.N.A powinien się utrzymywać, a tymczasem artystka pokazuje, że utarte schematy nie są dla niej. Zaprezentowała nam popowy krążek, w którym pokazała się z delikatnej, kobiecej strony i było to ogromne zaskoczenie. Forever Child to coś zupełnie innego. Agnieszka pokazuje swoje cierpienie, swoją rozpacz, swój ból. Jest jak my, zwykłym człowiekiem, który nie może uciec od problemów.

Czasem to, co powinno być dla człowieka źródłem radości, okazuje się być jednak katorgą. Forever Child to wyznanie, jak bardzo można być rozczarowaną relacją z drugą osobą, mówi o ciemnych stronach miłości, o braku wsparcia, o proszeniu o miłość czy choćby jej namiastkę, o wspomnienie gorącego uczucia, które towarzyszy na początku związku i o płomień, który z czasem gaśnie.

Forever Child rozpoczyna utwór Klincz. Magnetyzujący, stanowiący połączenie nowych brzmień, mających inspirację w dubstepie, ale mający też odwołanie do rockowych korzeni Agnieszki. Borderline utrzymuje podobny klimat, choć moim zdaniem muzyczna warstwa jest jednak trochę gorsza od pierwszego utworu. Wielu fanów zarzuca Agnieszce zbytnią prostolinijność utworu Rozpal. Czy faktycznie bardziej nadawałby się bardziej dla nastolatki niż dla dojrzałej kobiety i matki? To kobieta po 40-ce nie może już czuć podniecenia, nie może oczekiwać żadnych porywów serca tylko ma się ubrać w worek pokutny?

Jak dawniej to utwór pełen bólu, rozpaczy, krzyku. Szarpanie się z przeszłością, teraźniejszością i strach o przyszłość. Próba zatrzymania ukochanego i odtrącenia go przez wszystkie błędy. I żeby najwięksi malkontenci uważali, że muzyka jest zła, to niech wsłuchają się w tekst, który jest mega prawdziwy. Królowa łez, utwór, który doczekał się teledysku także nawiązuje do życia artystki. Każda kobieta potrafi być silna i delikatna. Przychodzi nam to naturalnie i chociaż czasem łzy ciekną z oczu strumieniami, kobiety to fighterki.

Zdecydowanie moim ulubionym utworem na płycie jest KCACNL, czyli kocham cię ale cię nie lubię. Największe ciary, największe emocje, największe serce włożone w ten utwór. Za każdym razem, gdy go słyszę, mam ochotę wyściskać Agnieszkę Chylińską za ten właśnie, wyjątkowy utwór. Mona Liza Twoich snów jest utrzymana bardziej w klimacie Rozpal. Wielka miłość, ogień, gotowość i oddanie. Szkoda tylko, że już w utworze Zostaw mamy zupełnie inne emocje, tak jak i w Fajerwerku, by w ostatnim utworze Kiedy przyjdziesz do mnie, powrócić znów do słodkiej miłości, która potrafi być również gorzka jak piołun.

Podziwiam fakt, że teksty w utworach na płycie Forever Child tak bardzo się przeplatają, prowadząc nas od pozytywnych emocji do rozpaczy i bólu. Krytycy niech mówią źle, niech twierdzą, że Agnieszka zaprzepaściła swój potencjał. Moim zdaniem to nieprawda. Agnieszka ma ogromny potencjał, ale szuka siebie, a to, że nie wpisuje się w wymagania swoich fanów, świadczy tylko dobrze o niej. Nie podporządkowuje się, tylko próbuje zrobić coś na własną rękę i idzie jej to świetnie.

Zapewne znacie Królową Łez, a co z pozostałymi utworami? Mieliście już przyjemność wysłuchania innych utworów z płyty Forever Child?

Zdjęcie: własne