Dziewczyna z pociągu – The Girl on the Train (2016)

Dziewczyna z pociągu – The Girl on the Train (2016)

Codziennie widzisz kogoś i wyobrażasz  sobie życie tej osoby. A co jeśli jest inne od twoich oczekiwań? Co jeśli dziewczyna z pociągu odkryje prawdę i życie osób, na które patrzyła przez okna pociągu zmieni się na zawsze?

Rachel każdego dnia  jeździ pociągiem do innego miasta i obserwuje przez okno młode małżeństwo. Wydają się szczęśliwi tak jak ona kiedyś. Piękny dom, zadbany ogród. Pewnego dnia Rachel widzi ją z innym mężczyzną, a potem kobieta znika. Czy dziewczyna z pociągu pomoże rozwikłać zagadkę?

Po lekturze książki Pauli Hawkins miałam co do filmu dość wysokie wymagania. Wynikało to z faktu, że premiera tej produkcji była intensywnie reklamowana. Książka potrafiła wzbudzić emocje, zwłaszcza przy końcówce, gdy sprawca był już znany, ale jego zachowanie wciąż wprawiało w zaskoczenie.  Jeśli chodzi o film, pomimo dobrej obsady aktorskiej i dobrze skonstruowanej fabuły, został okrojony z najbardziej trzymających w napięciu elementów. Być może trochę tu grymaszę, bo czytając pierwowzór, wiedziałam czego mogę się spodziewać, co nie zmienia faktu że końcówkę przyjęłam ze stoickim spokojem. Rozwiązanie zagadki kryminalnej nie zmroziło mi krwi w żyłach. Mogło być lepsze, ale zadowoli widzów, którzy wcześniej nie znali tej historii.

Obiektyw lubi Emily Blunt. Jej mimika twarzy potrafi oddać więcej emocji niż całokształt gry aktorskiej. Popadanie głównej bohaterki w alkoholizm pokazała wręcz perfekcyjnie. Tym lepsze wydawały się jej zaniki pamięci będące częściowo wynikiem upojenia. Rachel, którą grała nie była może głęboką postacią, ale to co robiła, koniec końców przyczyniło się do złapania sprawcy zbrodni. Jej zafiksowanie na byłego męża było straszne, wręcz poniżające. Kochała go tak bardzo, że nie potrafiła przerwać więzi, która ją z nim łączyła. To było wręcz niezrozumiałe, jak można uganiać się za kimś, kto jest po prostu złym człowiekiem. Takiego człowieka, który ma żonę i szuka sobie przygód na boku, można określić tylko tytułem zimnego drania.

Najbardziej uwagę widza przyciągała Megan. To ona nakręcała cały film, bo to jej przeszłość badano i odkrywano co chwila nowe, zaskakujące wątki. Megan chociaż pozornie szczęśliwa młoda kobieta, była tak naprawdę kłębkiem nerwów, rozmytych planów i marzeń. Była zrujnowanym człowiekiem. Byłoby trudno postawić ją na nogi by mogła normalnie żyć i cieszyć się tym życiem. Pewnych ran po prostu nie da się zagoić. Można je tylko rozjątrzyć do własnej samozagłady. Właśnie tai poziom osiągnęła Megan.

Dziewczyna z pociągu przyciąga uwagę, lecz z pewnością będzie się go lepiej oglądać osobom, które wolą psychologiczne rozważania od mrożącej krew w żyłach historii seryjnych morderców, okraszonych dużą dawką akcji. W tym filmie akcja płynie dość spokojnie, jak w normalnym życiu, w którym nigdy nie wiesz czego możesz spodziewać się po ludziach których znasz. Może właśnie sąsiad zza ściany planuje zbrodnię…

Oglądaliście lub czytaliście Dziewczynę z pociągu? Jak wasze wrażenia?

Zdjęcie: Spider’s Web

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz