Czy instagram kłamie?

W internecie można być kimkolwiek się zechce, stworzyć taki wizerunek życia, o jakim się marzy. Czy instagram kłamie? Czy pokazywanie tylko dobrych stron życia może być dla innych źródłem stresu?

O tym, że w internecie możemy mówić co chcemy i wykreować taki obraz siebie, którego inni będą nam zazdrościć, wiadomo od dawna. Od jakiegoś czasu robi się też o tym głośniej w sieci. Głośniej, ale to nie znaczy że ktoś coś z tym robi. Mówi się o tym, że pokazujemy dobre strony życia, bo te złe są zbyt osobiste, brzydkie, brudne, smutne. Nikt nie chce rozdrapywać ran ani dzielić się na forum swoimi problemami. W końcu nikt nie chce pokazywać czegoś nieatrakcyjnego. Tylko czy złe momenty nie są dużo bardziej prawdziwe od tego śnieżnobiałego uśmiechu, którym witamy obserwatorów? Czy instagram kłamie? Oczywiście mowa tu nie tylko o instagramie, lecz o szeroko pojętych mediach społecznościowych, w których jest nas dziś pełno.

Czy powinnam pokazać Wam swoją twarz, kiedy ostatnio śpię po 5 godzin a nawet mniej? Chodzę z sińcami i mój mózg momentami nie kontaktuje. Czy powinnam pokazać Wam swoją twarz, kiedy martwię się czy moja firma przetrwa w gąszczu innych księgarni internetowych? Czy powinnam pokazać Wam mojego psa, z którym ostatnio dzień w dzień jestem u weterynarza bo wycięto jej dwa guzy wielkości pięści?

Czy…

Tylko kurcze, w życiu liczy się samozaparcie, wytrwałość, hart ducha, a w internecie liczą się lajki, subskrypcje, liczba obserwatorów. Gdzie w tym wszystkim jesteśmy my?

Zbyt śmiałą byłaby teza, że internet nam wszystkim odbiera rozum, ale częściowo tak jest. Zatracamy się w idealnym świecie, a potem dużo bardziej przeżywamy porażki, niepowodzenia, kłopoty urastają do rangi nierozwiązywalnych.

Też chciałabym mieć idealne życie. Mieć luksusowe biuro, wiernych pracowników, własny domek z ogródkiem, samochód. Tymczasem mieszkam z rodzicami w mieszkanku liczącym niewiele ponad 30m2. Nie stać mnie na wynajem mieszkania, a o własnym domu z ogródkiem to już dawno przestałam marzyć. Aktualnie walczę o każdą złotówkę odłożoną na wesele. Biuro Szopa Książkowego mieści się w mało uczęszczanej uliczce w centrum miasta. W podpiwniczeniu. Ma krzywą podłogę i jest w nim dość ciemno, nawet w jasny i słoneczny dzień.

I powinnam narzekać, jak to mam w życiu źle, nieidealnie, ale… Cieszę się, że mieszkam z rodzicami, bo od zawsze mogłam się im wygadać i na nich liczyć. Marzy mi się dom z ogródkiem, ale wiem, że muszę na to poczekać. Na wesele odłożymy. Albo będzie skromne, ale nasze. A biuro Szopa jest fajne, zawsze jest światło i jakoś damy radę 🙂

Nawet jeśli jest nieidealnie, to jest prawdziwie, po naszemu, dlatego nie wstydźmy się swoich problemów, zmartwień i łez.

Zdjęcie: Pixabay