Czarna Madonna – Remigiusz Mróz (2017)

Czarna Madonna – Remigiusz Mróz (2017)

Remigiusz Mróz to bardzo płodny pisarz naszych czasów. Niepokoiło mnie, czy aby na pewno pisze dobrze. Czytając fragmenty nowej powieści, miałam ciarki. Czarna Madonna z pewnością będzie hitem.

Filip dowiaduje się, że samolot, którym leci jego narzeczona nagle znika z radarów. Dosłownie rozpływa się w powietrzu. Nie wiadomo gdzie jest, nie ma kontaktu ani a załogą ani z pasażerami. Samolot pojawia się w kilku miejscach, które połączone tworzą heksagram. Mężczyzna wraz z przyszłą szwagierką rozpoczynają dociekania, co mogło się wydarzyć. W tym czasie Filip zwany też Bergiem zaczyna mówić po łacinie i wymiotować czarną mazią. To tylko początek gehenny. Co z tym wszystkim ma wspólnego wizerunek Czarnej Madonny?

Widząc zajawki nowej powieści Remigiusza Mroza o jakże wymownym tytule Czarna Madonna, podchodziłam do sprawy sceptycznie. Słyszałam na temat autora wiele pozytywnych opinii, ale nie mogłam się przekonać do sięgnięcia po którąś z książek. Całkiem niedawno zasiadłam do Wotum nieufności, książki traktującej o polityce, która zupełnie mi nie leżała. Postanowiłam jednak sięgnąć po Czarną Madonnę z nadzieją, że tym razem Remigiusz Mróz trafi w moje czytelnicze serducho. Coś mi się widzi, że mielibyśmy o czym rozmawiać, bo mnie też kręcą horrory o podłożu religijnym.

Powieść Remigiusza Mroza oscyluje między religią i horrorem. Sam autor przyznał, że pisząc nie raz doznawał uczucia przerażenia. Ja również nie mogłam spać i miałam wrażenie, że ktoś chodzi po moim pokoju. Horrory czy kryminały o morderstwach nie są tak przerażające jak te, które mówią o rzeczach, istotach wymykających się spod naszego pojmowania. Nie możemy mieć na nie wpływu i to jest w nich najbardziej przerażające. Przeżywałam z bohaterami ich rozterki, chociaż czasem miałam ochotę wręcz na nich krzyczeć. Zwłaszcza Berg, główny bohater był ujmujący. Ksiądz, który zrzucił koloratkę dla kobiety nie tej, z którą się zaręczył, był trochę jak zagubiona dusza próbująca znaleźć właściwą drogę. No i ona, o ciepłym głosie, ciepłych oczach, troskliwa a jednocześnie uparta. Druga z nich stanowiła czyste przeciwieństwo, a jej pojawienie się wywoływało falę sprzecznych emocji.

Wiele osób może zarzucać autorowi herezję czy inne tego typu rzeczy, ponieważ Remigiusz Mróz dotyka w swej powieści bardzo delikatnych kwestii. Przywołuje cytaty z Pisma Świętego, a jednocześnie podsuwa argumenty przemawiające za tym, że chrześcijanie przez wieki również dopuścili się grzesznych czynów. Ponadto przedstawia głównego bohatera, jako zagubionego i grzesznego, wręcz niegodnego bożej łaski. Przypomina też, że my wszyscy jesteśmy grzeszni i pozostaje nam jedynie modlitwa, by ustrzec się przed złem.

Lubię klimat, w który przeniósł mnie Remigiusz Mróz. Jestem ciekawa czy pojawią się kolejne powieści powiązane z Czarną Madonną, ponieważ zakończenie było niejednoznaczne i dosyć otwarte. Tak czy inaczej musimy mieć się na baczności, bo… nie znamy dnia ani godziny.

Waszym zdaniem kościół ma co zarzucić Remigiuszowi Mrozowi? Obłożą go ekskomuniką za napisanie horroru religijnego?

Zdjęcie: własne

Zapisz

Zapisz