Ciemniejsza strona Greya – Fifty Shades Darker (2017)

Christian Grey jest postacią, za którą nie przepadam od czasów przeczytania książki i obejrzenia ekranizacji. Skusiłam się jednak na seans filmu Ciemniejsza strona Greya, by przekonać się jak potoczyły się losy bohaterów.

Na ekranizacji pierwszej części wieszałam psy. Pięćdziesiąt twarzy Greya to był chyba najgorszy film, jaki w życiu widziałam. Polotu nie miał w ogóle, a uczucie łączące bohaterów nie miało polotu. W dodatku aktorzy grający główne postacie nie potrafili się wcielić w swoje role, co dodatkowo odbierało barwy produkcji. Nie mam pojęcia dlaczego sięgnęłam po drugą część, ale o ile można tak powiedzieć, nieco odczarowała moją złą opinię.

Być może zabrzmi to, jakbym nagle stała się największą fanką tej produkcji, ale z ręką na sercu, w drugiej części przynajmniej coś mnie zaciekawiło i wytrwałam do końca seansu. Zdarzyło mi się nawet w pewnych momentach rozczulić i uśmiechnąć. Nie wiem jak wygląda ekranizacja ostatniej części, ale póki co jestem zdania, że pierwsza część powinna zniknąć i zostać nakręcona jeszcze raz. Ciemniejsza strona Greya przede wszystkim udowadnia, że Dakota Johnson i Jamie Dornan potrafią grać i to nawet całkiem przekonująco, jeśli się postarają.

Ciemniejsza strona Greya może nie jest tak mroczna jak sugerowałby tytuł, ale na pewno wiąże się z tym, że Christian nieco uzewnętrznia swoją przeszłość. Okazuje się, że naprawdę był pokrzywdzony przez los, porzucony przez matkę, dla której ważniejsze były używki niż dziecko. Christian miał naprawdę dużo szczęścia, że trafił pod opiekę nowej rodziny, która dała mu ciepło, bezpieczeństwo, wykształcenie. Trzeba przyznać, że mógł zejść na dno, a jednak mimo swoich wewnętrznych demonów z przeszłości, osiągnął naprawdę wiele. Chociaż o tym się nie mówi, wiele osób boryka się z podobnymi problemami jak Christian. Grey wybierał na swoje podwładne kobiety, które były podobne do jego matki, bo podświadomie chciał ją ukarać za swoje nieszczęścia. W ostatecznym rozrachunku okazuje się, że jego uczucie do Any jest szczere. Który facet odrzuciłby swoje fantazje seksualne, które mógłby spełniać z innymi kobietami, dla tej jednej, delikatnej, kruchej kobietki?

Okej, Christian w tej części nadal jest dupkiem. Nadal wszystko musi być tak, jak on chce. Ogromnym nietaktem jest zaprowadzenie swojej ukochanej, do swojej byłej, która w dodatku w ich układzie była dominą. To było podłe i kompletnie idiotyczne. To, że Christian tworzył teczki na swoje byłe uległe, jak jakiś agent CBŚ, również było chore. Scena z jego byłą uległą Leilą była… no cóż, trochę szokująca. Nie dziwię się reakcji Any, a wręcz jestem zaskoczona, że tak szybko znów zaufała Christanowi. No cóż, miłość tak już na nas działa.

Ciemniejsza strona Greya pokazuje nie tylko różne strony Christiana, ale też Anastasii. Byłam niezmiernie ukontentowana, że panna Steel wreszcie przestała być ciapą. Wręcz przeciwnie, wspięła się po szczeblach kariery zawodowej. Okazało się, że potrafi być silna i waleczna. Nie próbowała żerować na wpływach Christiana, a wręcz odwodziła go od niektórych pomysłów. Na szczęście potrafiła mu się postawić, pokazała pazur i bardzo dobrze, bo kolejnej odsłony ciepłych kluchów nie byłabym w stanie znieść.

Relacja Christiana i Any, mimo pozbawienia jej „atrakcji” czerwonego pokoju, nabrała barw, dojrzałości i stałaby się niemal przyziemna, gdyby nie luksus, który nie jest dany zwykłym szarym ludziom. Były momenty wzniosłe i urocze, jak choćby moment zaręczyn. W otoczce bogactwa, znalazł się moment, w którym nie liczyły się pieniądze, władza, wpływy. Liczyli się oni, ich bliskość i uczucie, które ich połączyło.

Ciemniejsza strona Greya nieco odczarowała złe wrażenie po pierwszej części. Przynajmniej dla mnie. A jak z Wami? Lubicie tą serię czy omijacie szerokim łukiem?

Zdjęcie: Flickreel