Anihilacja – Annihilation (2018)

Jaki byłby świat, gdyby ludzkie DNA mieszało się z roślinami? A gdyby zwierzęta mogły rozmnażać się w różnych dziwnych konfiguracjach? Właśnie o tym opowiada szokująca produkcja pt. Anihilacja.

Zwiastun był… niepokojący. Nie potrafię użyć innych słów, by określić, co mnie skusiło do obejrzenia filmu. No dobra, może jeszcze Natalie Portman. Krzyżówki genetyczne wydały mi się ciekawym tematem, trochę z pogranicza sci-fi i fantasy. Okazało się, że twórcy trochę poszaleli, podobnie z resztą jak postaci, które mieliśmy okazję obserwować.

Pewnego dnia w latarnię morską uderzyła asteroida. Dość mała, ale wytworzyła Strefę, której istnienie rząd ukrywał pod pretekstem wycieku chemicznego. Rozszerzająca się Strefa stanowiła zagadkę, a ktokolwiek przeszedł przez jej granice, już nigdy nie wrócił. Prawie – bo w drzwiach pokoju stęsknionej Leny staje jej mąż, który był uznany za zmarłego.

Kane zachowuje się dziwnie, nic nie wie albo nie pamięta, a wreszcie zaczyna pluć krwią. W trakcie podróży do szpitala, karetka zostaje przechwycona przez wojsko. Wtedy Lena dowiaduje się prawdy o tym, gdzie był jej mąż i że jego stan może być z tym związany. Odważna biolożka postanawia wyruszyć do Strefy X, by znaleźć odpowiedź na dręczące naukowców pytania oraz by znaleźć antidotum na chorobę męża.

Wraz z towarzyszkami Lena odkrywa tajemnice Strefy X. Okazuje się, że w jej obrębie często nie pamiętają, co działo się poprzedniego dnia, stają się wobec siebie agresywne i wrogo nastawione. Zaczynają wariować, zmutowane zwierzęta polują na nie, a one zamiast zawrócić brną dalej. Latarnia jako źródło tzw. iskrzenia stanowi cel ich wyprawy. Ostatecznie dociera tam doktor Ventress, z którą dzieją się naprawdę szokujące rzeczy. Lena musi stawić czoło humanoidalnej postaci, a przy tym odkrywa piorunująca wręcz prawdę o swoim mężu.

Anihilacja to dziwny film. Przeżyłam go tak mocno, że kilka nocy pod rząd śniły mi się jakieś niestworzone rzeczy. Ożywające posągi to tylko część z nich. Anihilacja to produkcja bardo sugestywna, naprawdę niepokojąca. To coś z pogranicza sci-fi, horroru, fantastyki. Są tutaj motywy naprawdę piękne, takie jak roślinność, która choć zmutowana wygląda oszałamiająco, ale też przerażające jak zmutowane zwierzęta, które bardziej przypominają żywe trupy. Mimo wszystko twórcy dość skromnie obdarowywali widzów efektami specjalnymi i obrazami zapierającymi dech w piersiach. Może dlatego film trzymał w napięciu, bo wciąż czekało się na coś więcej. Skupiono się na relacje między postaciami, bo to właśnie one były kluczowe. Wyruszały jako przyjaciółki, a z czasem ich relacje ewoluowały.

Natalie Portman jak zawsze genialna, potrafiła wczuć się w rolę zrozpaczonej żony, ale także odważnej kobiety, byłego żołnierza i biolożki. Była zarówno zaciekawiona, co i skonfundowana tym, co zobaczyła w Strefie X. Anihilacja, rozpad na cząsteczki, samozniszczenie, właśnie to dostrzega na końcu. Lena dostrzega niemal namacalnie, to co jako biolog bada na co dzień.

Jestem bardzo ciekawa czy film doczeka się kontynuacji, bowiem nakręcony został na podstawie „Unicestwienia” autorstwa Jeffa VanderMeera. Książka ta stanowi pierwszy tom serii, więc kto wie, może już wkrótce zobaczymy czy anihilacja rozszerzy się dalej.

Widzieliście już ten film? Czy na Was też wywarł takie dziwne wrażenie? Kurcze, ja zawsze ma obawy przed produkcjami, które mieszają w ludzkim DNA.

Zdjęcie: Film.org.pl