Alienista – The Alienist sezon 1 (2018)

Schyłek XIX wieku to nieśmiałe wkraczanie w nowy świat, przed którym broniło się wielu ludzi o zatwardziałych poglądach. Kiedy Alienista zajmuje się sprawą morderstw popełnianych w Nowym Jorku, spotyka się z krytyką i niezrozumieniem.

Wydawać by się mogło, że Nowy Jork u schyłku wieku to miasto, które prężnie się rozwija, zarówno pod względem gospodarczym jak i politycznym czy kulturalnym. Można powiedzieć, że Nowy Jork powinien być miastem mlekiem i miodem płynącym! Nie powinno tu być ludzi o małomiasteczkowych poglądach, hermetycznych umysłach, które nie potrafią przyjąć do świadomości i pogodzić się z nadejściem nowego. A jednak…

W serialu Alienista widzimy Nowy Jork nie jako miasto pełne przepychu, bogactwa i marzeń. To świat iluzji, w którym tylko opływający w luksusy, mogą spać w wygodnych, ciepłych łóżkach i liczyć na to, że policja przymknie oko na ich wybryki. Biedni muszą mieszkać w suterenach, barakach gdzie pomieszczenia oddzielają brudne szmaty. Nikt ich nie ochrania. Żeby przetrwać, wielu młodych chłopców przebiera się za dziewczęta, by spełnić niewybredne oczekiwania bogatej klienteli. W sakiewkach bogaczy widzą swoje wybawienie od biedy. Nie myślą o tym, że ich życie mogłoby wyglądać inaczej, bo zwyczajnie ich na to nie stać. Jak ktoś z wielodzietnej rodziny imigrantów ma wybić się w mieście pełnym szumowin?

Alienista szukając zbrodniarza niejednokrotnie słyszy okrutną prawdę o tym jak wygląda życie w Londynie. Zabranie chłopięcej prostytutki „do zamku” wydaje się spełnieniem marzeń, o chociaż jednej nocy bez chłodu i głodu, nawet za cenę własnej godności. Miasto jawi się w serialu jako pełne niechlujstwa, korupcji, strachu i ohydztwa. To miejsce, którego nie chcielibyśmy odwiedzić.

Kiedy Nowy Jork opanowuje seria morderstw popełnianych na chłopięcych prostytutkach, policja chce zrobić wszystko, by znaleźć sprawcę. Oczywiście jest przy tym gotowa chronić interesy swoich bogatych „przyjaciół”. Właśnie wtedy powołany jest przez Theodore’a Roosevelta tajny zespół, który ma prowadzić odrębne dochodzenie. W jego skład wchodzą doktor Laszlo Kreisler, rysownik John Moore, patolodzy bracia Isaacsonowie oraz Sara Howard pierwsza kobieta w policji. Stanowią oni barwny zespół.

Każda z postaci posiada jakąś skazę na życiorysie, która przy odpowiednim ukształtowaniu mogłaby uczynić z nich mordercę. Lucius i Marcus muszą rozprawić się ze swoim żydowskim pochodzeniem. Są narażeni na obelgi i wyśmiewanie. John Moore jest bawidamkiem, co zawdzięcza swojej byłej żonie i miłosnemu rozczarowaniu. Najbardziej skrzywieni są jednak Laszlo i Sara. Mężczyzna w dzieciństwie doświadczył przemocy, czego skutkiem było trwałe kalectwo. Laszlo Kreisler stara się jednak, by demony przeszłości nad nim nie zapanowały. Sara boryka się z kolei ze wspomnieniami o ojcu, z którym była bardzo zżyta, ale nie potrafiła zapobiec jego złemu stanowi psychicznemu.

Genialne kreacje aktorskie postaci sprawiły, że serial oglądało się z zapartym tchem. Zdarzały się momenty, w których przechodzenie Laszlo od dobroci i racjonalności po emocjonalne napady wściekłości, ingerowanie w życie współpracowników, rozpacz, a dodatkowo fascynacja badaną sprawą – nadawały mu cech, które pociągały widza. Daniel Brühl w tej roli sprawił się lepiej, niż można by się spodziewać. Jego autentyczność była namacalna i zatrzymywała przed ekranem. Nieco drażniąca rola Luke’a Evansa jako rysownika i kogoś w rodzaju przyjaciela Laszlo, ewoluowała w ciągu serialu. Momentami jawił się jako wieczny wrażliwiec, który nie mógł znieść wzmianki o morderstwach podczas jedzenia, ale z czasem okazał się silnym i przede wszystkim lojalnym współpracownikiem. Dakota Fanning również sprawiła się na piątkę. Nie mam porównania, co do jej innych ról, natomiast z całą pewnością mogę stwierdzić, że potrafiła zagrać kobietę nieprzejednaną, ciekawą świata i odważną, ale też skrywająca wiele bolesnych sekretów udowadniających jej delikatność i kruchość.

Relacja Sary ze współpracownikami była z resztą dość ciężka. Jako pracownica policji nie cieszyła się zaufaniem kolegów, którzy się jej bali. U schyłku XIX wieku, kobieta pracująca w męskim fachu, uchodziła za dziwną. Ale chapeau bas, że w ogóle dali jej szansę! Koledzy z zespołu momentami za bardzo się o nią troszczyli, uważając, że jako kobieta nie poradzi sobie w wielu sytuacjach, a jednak nie raz uratowała im skórę i wykazała się dociekliwością i zdolnością do dedukcji godną najlepszych detektywów. Podobnie było z innymi rolami kobiecymi, a mam tu na myśli służącą Mary. Miałam nadzieję na jej większy udział, zwłaszcza, że z opowieści Laszlo wynikało, iż miała ciekawą przeszłość.

Fabuła serialu Alienista postawiła po raz kolejny pytanie nie o to, kto zabił, ale dlaczego to zrobił, co nim powodowało, co na niego wpłynęło. Kto oglądał Mindhuntera czy Unabombera, z pewnością będzie zadowolony. Można powiedzieć, że alienista Laszlo Kreisler mógłby uchodzić za protoplastę dzisiejszych profilerów. Jego psychologiczne analizy, zmierzanie ku urazom z dzieciństwa i odchyleniom seksualnym to był dobry kierunek. Niemniej jednak mężczyźni okazali swoją słabość, nie wierząc, że matka może mieć większy wpływ na życie dziecka i że to matka może być domowym tyranem. Nie pojmowali czegoś takiego jak matriarchat, a jednak takie przypadki się zdarzały.

Twórcy serialu Alienista dawkują widzom emocje do ostatniego odcinka, który jest naprawdę satysfakcjonujący. Zakończenie jest nie do końca jasne i pozostawia widzom furtkę do własnych rozważań nad tym, co powodowało przestępcą, który mordował chłopięce prostytutki. Serdecznie wam go polecam, na pewno się nie zawiedziecie, jeśli lubicie filmy kryminalne z nutką thrillera, z psychologią w tle oraz świetnymi kostiumami przenoszącymi nas do tamtej epoki.

Oglądaliście już serial na podstawie powieści Caleba Carr’a? Sądzicie, że przeszłość wpływa na nasza przyszłość i to jak postępujemy w danym momencie?

Zdjęcie: Antyradio.pl