5 powodów dla których musisz obejrzeć Matrix (jeśli jeszcze nie oglądałeś)

Matrix to jedna z najsłynniejszych serii filmowych naszych czasów. Zawsze oglądałam fragmenty, ale wreszcie nadszedł moment, by obejrzeć całość.

Matrix czyli trylogia filmowa stworzona przez braci Wachowskich (siostry?) powstawała na przełomie XX i XXI wieku. Nie mam pojęcia jak to się stało, że do tej pory nie oglądałam w całości ani jednego z nich. Kojarzyłam, wiedziałam, słyszałam ale nigdy nie byłam dostatecznie zaintrygowana, by pochłonąć trzy części. Nie pytajcie, to już moja przypadłość, że to co najbardziej okrzyczane, ja jakoś tak omijam z daleka. Wreszcie jednak do tego doszło, że i ja się skusiłam na seans wszystkich części za jednym zamachem. Zastanawiałam się nad napisaniem recenzji tych trzech produkcji, ale ostatecznie stwierdziłam, że nieco zmienimy klimaty. Oto 5 powodów dla których musisz obejrzeć Matrix (jeśli jeszcze nie oglądałeś) tak jak ja 🙂

Koncepcja filmów

Muszę przyznać, że oglądając Matrixa byłam niesamowicie zaskoczona koncepcją trylogii. Jak na tamte czasy, uważam, że wyobraźnia wyniosła Wachowskich na wyżyny. To chyba słuszne stwierdzenie biorąc pod uwagę fakt, że Matrixa choćby z nazwy znają wszyscy. Roboty, które rządzą światem? Dzisiaj to może nic zaskakującego, przy tylu produkcjach, w których sztuczna inteligencja przejmuje władzę nad światem, ale wtedy? Pod koniec lat 90-tych to musiał być szok i coś totalnie innowacyjnego. Maszyny a’la ośmiornice potrafiły czerpać energię z ludzi, by żyć i tworzyć imperium. Dla mnie wow.

Złe zakończenie

Kiedy ogląda się filmy, które zawsze kończą się dobrze, bez względu na to, co się w nich wcześniej działo, bywa nieco przewidywalnie i nudno. Nie można tego powiedzieć o Matrixie, zwłaszcza o ostatniej części czyli „Matrix: Rewolucje”. Koniec nie świadczył bynajmniej o tym, że rebelianci przeżyją, wykurzą maszyny z planety i życie stanie się lepsze. To również trochę nowy kierunek. Niby ci co trzeba żyją, niby mogą zmieniać świat, ale mimo wszystko są ofiarami złowieszczej zabawy swoich panów. Koło się zamyka i rzekłabym, że twórcy zostawili widzom otwarte zakończenie, byśmy mogli gdybać do woli, gdzie leży prawda.

Walka z samym sobą

W pierwszej części widzimy Neo, którego największym wrogiem jest Agent Smith (Hugo Weaving). Tylko pytanie brzmi czy Smith to przeciwieństwo Neo, jego alter ego urzeczywistnione w symulacji stworzonej przez maszyny czy też po prostu namnażający się błąd systemu? Neo, żeby go pokonać musi powziąć wszelkie metody i środki, a wręcz nawet zbratać się z wrogiem. Widzimy więc ogromne podobieństwo między tą dwójką. I Neo i Agent Smith zrobią wszystko, by osiągnąć swój cel. Musi również sam siebie przekonać, że jest zbawicielem ludzkości, że może uratować świat od zagłady sprowadzonej przez maszyny.

Keanu Reeves

Uważam, że tutaj  za wiele nie trzeba wyjaśniać. Jest po prostu przystojny i… zdolny, a poza tym to gdyby nie on, zapewne jeszcze długo by trwało zanim sięgnęłabym po Matrix. O ile w ogóle by do tego doszło.

Efekty specjalne

Grafika w Matrixie to dla mnie coś nowego, poza wszędobylnymi zielonymi znaczkami i cyferkami, które nieodłącznie kojarzą mi się z tą serią. Maszyny, które opanowały świat, poruszały się i zachowywały zaskakująco realistycznie. Bardziej jednak podobał mi się efekt „zaginania czasoprzestrzeni” czyli zatrzymywania różnych rzeczy przez Neo i przenikania Agenta Smitha do ciał innych ludzi.

Reasumując, Matrix był dla mnie seansem bardzo przyjemnym i myślę, że kiedyś go powtórzę. Czy Wy tak jak ja zwlekacie z obejrzeniem tej trylogii czy macie to już za sobą? Pochwalcie sie jakie są Wasze wrażenia 🙂

Zdjęcie: Teleman